niedziela, 29 marca 2020

Rozdział 38

Położyła się na boku i, choć kochała Draco, to obiecała sobie, że zostawi tę informację wyłącznie dla siebie. Cofnęła czas i tylko ona o tym będzie wiedziała. Uważała to za jedyne rozwiązanie, by on nadal mógł żyć w nieświadomości. Dowiedziała się już, jakie Draco ma do tego podejście, ale nie zmienia to faktu, że życie toczy się nadal. Jednak czas, który się cofnął postanowił coś zmienić, bo nic przecież nie zdarza się dwa razy.

Draco przy pomocy kul powoli doszedł do swojego pokoju. Wchodząc do niego doznał małego szoku, ponieważ na jego łóżku siedział magomedyk, który od pewnego czasu doglądał stanu jego zdrowia.
- No witam. Czemu zawdzięczam wizytę o tak później porze? - zmartwił się, bo przeczuwał, że musi to być coś poważnego, inaczej ta sprawa mogłaby poczekać do rana.
- Mam dla panicza wspaniałe wieści – powiedział lekarz z uśmiechem i podał mu małą fiolkę zawierającą zielony płyn. - Proszę to wypić , a wszelki ból i choroby znikną.
- To jest pewne? - dociekał Draco i wypił zawartość buteleczki na raz.
- Tak. Co prawda jest to unikat, który niedawno został uważony, ale powinien zadziałać. Receptura jest bardzo stara, ale poszukałem w kilku bibliotekach – drugi mężczyzna mówił szybko, jakby się spieszył. - Będziemy w stałym kontakcie i gdyby coś się działo, to proszę wysłać sowę – dodał, po czym wstał i, zanim się teleportował, dodał. - Nie sądzę, żeby te kule były jeszcze potrzebne.
Draco nie dowierzał w to, co usłyszał  i modlił się w duchu , żeby to nie było przewidzenie. Odrzucił kule, po czym powoli wstał i postarał się zrobić kilka kroków. Bólu nie było. Zaryzykował bardziej i położył się na ziemi, aby zrobić kilka pompek. Eliksir zadziałał, a jego radość z tego powodu była tak ogromna, że postanowił się nią od razu podzielić.

W tym samym czasie profesor McGonagall doskonale wiedziała, że Hermiona cofnęła czas. Dyrektorzy zawsze o tym wiedzieli, gdyż w gabinecie stała specjalna myślodsiewnia, która rozbłyskała, gdy tylko to się wydarzało. By mieć możliwość sprawdzenia biegu wypadków bez żadnej ingerencji w czas, pojawiała się mała, specjalna fiolka.
- Nie wiem, co mam począć z tym faktem - zastanawiała się Minerwa, spoglądając na portrety byłych dyrektorów. - Mam z nią porozmawiać, że gdyby dowiedziała się o klątwie, która cudem zniknęła, to Draco inaczej by ją potraktował? Gdyby odwzajemnił uczucie, miałabym pewność, że jego zmiana będzie stała.
- Nie uważam, żeby był to dobry pomysł - odezwał się Albus. - Panna Granger choć nieświadomie uratowała go przed nieustającą klątwą  i może tak miało być? Może oboje jeszcze potrzebują czasu, aby rozeznać się w swoich uczuciach?  Wszystko ma swoją porę w świecie magii i, co ma wisieć, nie utonie - dodał, po czym zasnął w swoim fotelu, nie czekając na żadną odpowiedz.
- Dobrze, zostawię to dla siebie - powiedziała cicho i wróciła do biurka, by dokończyć pracę, którą odwlekała już trzeci dzień.

Hermiona uznała, że nie ma siły dziś na kąpiel i jedynie przebierze się w piżamę. Zdążyła jednak zmienić tylko spodnie. Kiedy ściągnęła górną część mundurku, do pokoju wparował jej współlokator.
- Malfoy! Nie nauczyli cię pukać? - krzyknęła zaskoczona i lekko zawstydzona, łapiąc w  pośpiechu marynarkę i zakrywając górną część ciała.
- Granger, nie krępuj się – zażartował. - Tyle razy przed tobą chodziłem bez koszulki, więc ty też możesz raz mi się pokazać.
- Nie przeginaj, to nie to samo - próbowała się bronić i ukryć coraz większy wstyd. - Poza tym, co chciałeś? - kurczowo trzymała marynarkę i modliła się w duchu, że zakrywała wszystko, co chciała.
- Zapraszam cię na małego drinka - uśmiechnął się, otwierając szerzej drzwi i nie zważając na fakt, że ktoś stoi w salonie i po cichu się im przegląda.
- Theodore?! – krzyknęła dziewczyna, czując jeszcze większe zażenowanie - Malfoy, zamknij te drzwi, daj mi się ubrać. Za chwilę do was dołączę.
Draco czym prędzej wykonał jej polecenie i zdziwiony podszedł do swojego przyjaciela.
- Ile widziałeś? – dociekał. Nie chciał, aby Hermiona była na niego zła, gdyż chciał się jej czymś pochwalić.
- Tyle co ty, czyli nic - wzruszył ramionami w odpowiedzi drugi chłopak.
- A co ty tu robisz?
- Bluzy nie wziąłem, ale już znikam, bo widzę, że nieźle się tu bawicie - dodał Nott, choć poczuł małe uczucie zazdrości. Nie wiedział czemu, ale bardzo chciał być na miejscu przyjaciela i też zbliżyć się do Hermiony.
- Nie, zostań, poczekaj, mam coś wam do powiedzenia i… - nie dokończył, bo w tym momencie usłyszał otwieranie drzwi.
 - Malfoy, a gdzie masz kule? - spytała Gryfonka, wchodząc do salonu i siadając na kanapie. Miała nadzieję, że temat jej przebierania nie powróci. Draco opowiedział im w kilku słowach, co zaszło wcześniej. Nalał dwie szklanki Ognistej i, kiedy naszykował trzecią, spojrzał ostentacyjnie na swoją współlokatorkę.
- Wino - skitowała krótko. - Nie chcę się upić.
 - No masz rację, potem znowu będę musiał cię ogarniać, a wiesz mi, Nott, takie łatwe to nie jest - zaśmiał się i usiadł obok niej. - Cała się trzęsiesz.
- Dziękuję – powiedziała, biorąc od jednego szklankę z winem, a od drugiego bluzę. - Bardzo się cieszę, że jesteś zdrowy, bo teraz bez wyrzutów sumienia mogę cię denerwować. - Zaśmiała się i wzięła porządny łyk. – Za twoje zdrowie, Malfoy.
- Nie do pomyślenia, że siedzę teraz obok ciebie, Hermiono - powiedział Theodore, przysuwając się do niej bliżej.
- Co nie? Ja na początku września chciałem ją udusić, a teraz specjalnie dla niej w moim barku jest coś innego niż Ognista - skwitował Draco i również się przysunął.
- To pewnie przez mój urok oso...- nie dane jej było dokończyć.
- Granger, oboje wiemy, że ...
- Wszyscy uczniowie, którzy nie są w swoich dormitoriach, mają dwie minuty, aby się tam zjawić. Odbędzie się liczenie i losowanie. Wszelkich szczegółów udzielę jutro na śniadaniu. Minerwa McGonagall. Dykrektor Szkoły Magii i..
- i Czarodziejstwa w Hogwarcie - dokonczyli jednogłośnie i zaczęli się śmiać.
- Dobra, widzę, że jednak nie dane będzie zostać mi z wami dłużej  - mruknął Nott wstając i całując Hermionę w rękę. - Dobranoc - rzucił na odchodne, opuszczając siódme piętro.
- Ciekawe, o co może chodzić - zastanawiała się na głos Gryfonka. - Dobrze, idę spać, jestem trochę zmęczona - dodała i spojrzała pytająco na Draco.
- Dzisiaj ja cię odprowadzę – powiedział, złapał ją za rękę i odprowadził do jej sypialni. Okrywając dziewczynę kołdrą, zastanawiał się, czy ma pocałować ją w czoło, ale zrezygnował, sam nie wiedząc czemu. Postanowił, że posiedzi jeszcze chwilę przed kominkiem i poczyta referaty na zajęcia.

Po godzinie skończył i kiedy nalewał sobie soku z dyni, usłyszał krzyk Hermiony. Wypuścił szklankę i czym prędzej wszedł do jej sypialni. Panował tam mrok, ale pomieszczenie oświetlało kilka promyków zamkniętych w małych słoiczkach.
- Nie, proszę, zostaw, i tak nic nie powiem! – krzyczała, przekręcając się z boku na bok.
- Granger, hej, Granger - próbował ją obudzić, lekko szturchając w ramię. Po chwili ocknęła się i gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej.
- Miałam koszmar - powiedziała cicho, a on w tym czasie usiadł na skraju jej łóżka. - Śniła mi się Bellatriks, która chciała wyciągnąć ode mnie informacje.
- Jej już nie ma, jesteś bezpieczna - pocieszał i złapał ją za rękę. - Nadal się trzęsiesz.
- Posiedzisz ze mną chwilę? - spytała niepewnie.
On tylko pokiwał głową, jednak po chwili coś dopowiedział.
- Dobra, ale, Granger, posuń się, bo nie będę marznął – i, nie czekając na jej pozwolenie, po prostu wsunął się pod kołdrę. Nie minęło kilka chwil, a on pierwszy się odezwał.
- Na Merlina, jakie Ty masz niewygodne łóżko. Idziemy do mnie.
- Słucham? - zdziwiła się przez jego propozycję.
- Granger, krótko, za chwilę znowu uśniesz, ja będę musiał ponownie przychodzić i cię uspokajać, nie wyśpię się, będę marudny..
- Dobra, okay. Wystarczyło powiedzieć, że chcesz, abym ponownie spała w Twoim łóżku – i, nie czekając na jego reakcje, po prostu wyszła do salonu, a on ruszył za nią. - A mi wypominałeś, że nasikałam obok toalety, a sam teraz nie zdążyłeś i prawie weszłam w tę kałużę.
- To jest sok - wyjaśnił i jednym ruchem różdżki usunął go z podłogi. - Upuściłem szklankę, jak zaczęłaś krzyczeć.
Po chwili leżeli już w jego łóżku i oboje próbowali usnąć, jednak nie było to możliwe przez jeden szczegół.
- Przestaniesz się wiercić?
- Nie gniewaj się, Malfoy... Ale ja wolę spać bliżej stolika... Możemy się zamienić? – Odpowiedziała mu dziewczyna.
Draco przewrócił oczami i, przechodząc nad nią, zatrzymał się na chwilę.
- Dobra, kilka spraw. Masz koszmar, więc do ciebie idę, mam większe łóżko, więc proponuję, żebyśmy przeszli do mnie. Pozwalam ci tu zostać, a ty marudzisz, że ci strona nie odpowiada i jeszcze leżysz w bluzie innego chłopaka. Mało? - dokończył i przeszedł dalej. - A teraz dobranoc i ani słowa.
- Nic nie odpowiesz? – dodał po chwili ciszy.
- Przecież powiedziałeś „ani słowa” - zaśmiała się i szybkim ruchem odsunęła się kawałek od niego i postanowiła usnąć. Cieszyła się, że ponownie tu leży. Wiedziała, że się o nią martwi, a przy nim czuła się bezpiecznie. Bała się tylko, że im bardziej będzie chciała być bliżej niego, tym większe cierpienie ją później czeka. Była zakochana. Zanim cofnęła czas zdobyła się na wyznanie mu tego, ale Draco stwierdził, że mogą się jedynie przyjaźnić.
- Jesteś najbardziej upartą, złośliwą i marudzącą laską jaką znam, Granger – stwierdził.
- A ty i tak mnie lubisz, Malfoy – dodała, już usypiając. Nie odpowiedział nic, bo to była prawda. Nie wiedział czemu akurat ma do niej tyle cierpliwości i czemu nie jest w stanie zrobić nic złego. Zastanawiało go tylko to, czy po zakończeniu szkoły ich kontakt będzie trwał, czy może każde pójdzie w swoją stronę.

Następnego dnia na śniadaniu każdy zastanawiał się, czego miał dotyczyć wieczorny apel odnośnie losowania.
- O, Herm, nie wiesz, o co chodzi? - spytał Ron, jak zwykle nakładając sobie pełny talerz.
- Nie, nie dostaliśmy żadnych informacji w tej sprawie - dodała i opowiedziała im, że w nocy powróciły jej koszmary. - No i czuje się niewyspana, ale może po obiedzie uda mi się chwilę zdrzemnąć.
- Po takim czasie nadal je masz? - zatroskał się Harry. - Miejmy nadzieję, że nikt nie próbuje ci mieszać w głowie, jak mi na piątym roku.
- Nie strasz jej - dorzucił Ron. - Wtedy był Voldemort i…
- Proszę o chwilę uwagi - zaczęła dyrektorka. - Wczoraj wieczorem dostałam sowę, że w sobotę sześcioro uczniów ma pojawić się jako delegacja na bankiecie w Ministerstwie Magii. Jest organizowany, by uczcić wygraną bitwę o Hogwart. Losowanie odbyło się w nocy między rocznikami  szóstym i siódmym. Za chwilę odczytam nazwiska i te osoby proszę, aby pojawiły się w moim gabinecie zaraz po śniadaniu - wyjęła ze swojej kieszeni kilka małych karteczek i poprawiła okulary. - Cho Chang, Michael Corner, Draco Malfoy, Luna Lovegood, Harry Potter i Parvati Patil.
Przy stole Ślizgonów kilku z nich prowadziło dyskusje odnoście nowych ogłoszeń.
- Nie zazdroszczę ci, stary - Nott poklepał po ramieniu swojego przyjaciela. - Może możesz się jeszcze z tego wykręcić.
- Nie sądzę, przecież nikt w tej szkole nie przyjmuje sprzeciwów. – stwierdził Malfoy. -  Jedyny normalny to Potter, ale też nie mam zamiaru spędzić z nim większości czasu. Może uda mi się wykręcić z tego trochę wcześniej, bo nie chce, żeby Granger była sama w nocy.
Po tych słowach Zabini zakrztusił się sokiem i zwrócił uwagę kilku oczu na siebie. Podniósł po chwili jednak rękę w geście, że jest już w porządku.
- Nie tym kontekście. – doprecyzował Draco. - Po prostu ma koszmary i wolę, żeby ktoś był w pobliżu.
- Jak chcesz, to ja z nią posiedzę w tym czasie - zaproponował Blaise.
- No chyba nie mam do nikogo innego zaufania, tylko grzecznie ma być i bez żadnego picia - pogroził mu palcem Draco i wrócił do jedzenia.

Te kilka dni minęło bardzo szybko. Nauki przybyło, bo egzaminy końcowe zbliżały się nieubłaganie. Hermionie ciężko było się skupić przez powracające koszmary. Na stałe przeniosła się do sypialni Draco, ale zawsze zachowywali pewną bezpieczną odległość. Nastał sobotni wieczór. Chłopak wyszedł właśnie spod prysznica tylko owinięty w pasie ręcznikiem.
- Och, Granger, no już tak nie patrz - zaczął, kiedy dojrzał Hermionę zerkającą na niego zza sterty książek.
- Nie denerwuj mnie, Malfoy, bo za chwilę rzucę Accio na ręcznik i będziesz stał zupełnie nago.
- Nie tak szybko, może najpierw jakaś kolacja, rozmowa - ciągnął dalej, ale na wszelki wypadek złapał fragment ręcznika, gdyby jego współlokatorka spełniła swoją groźbę.
- Kolację to obiecałeś mi już jakiś czas temu i, jak widać, nadal się nie doczekałam - wzruszyła ramionami i wróciła do książek.
- Może się kiedyś doczekasz, a teraz wybacz, ale muszę się szykować na bankiet - zmienił temat, bo pamiętał obiecywanie tego, ale nie miał pomysłu, jak zorganizować kolację.
Po godzinie chłopak wrócił do salonu.
 - I jak?
Hermiona musiała przyznać, że prezentował się bardzo dobrze. Idealnie skrojona szata wyjściowa dopasowała się do wyrzeźbionego ciała.
- Merlinie, pół flakonu na siebie wylałeś, czy jak? – Nie mogła jednak dać po sobie poznać, że zrobił na niej spore wrażenie.
- Jakoś nie przeszkadza ci to każdego wieczoru, gdy zasypiasz obok mnie - odgryzł się i usiadł jeszcze na chwilę, aby się z nią podroczyć. – A, i mam zamiar jakimś cudem się dobrze bawić i jak wrócę nad ranem to masz leżeć pod swoją kołdrą. Tak, tak, nie patrz tak, Granger. Ciągle ją ze mnie ściągasz i marznę.
- Nie spieszyło ci się czasem? – Odparowała dziewczyna.
- Czekam na Blaise'a, będzie cię dziś pilnował.
Po tych słowach odłożyła książkę i zrobiła zdziwiona minę.
- No tak, bo jeszcze mi tu kogoś sprowadzisz albo się upijesz i narobisz głupot. – doprecyzował z uśmieszkiem Draco.
- Jesteś zazdrosny? - spytała i usiadła obok niego na kanapie.
- Nie rozśmieszaj mnie, po prostu nie chce mi się ciebie ratować lub po tobie sprzątać - skwitował i oboje usłyszeli pukanie do drzwi.
- Jestem - przywitał się Blaise, wnosząc torbę pełną różnych przysmaków. Hermiona od razu do niego podeszła, aby mu pomóc.
- Widzisz Malfoy, ucz się, jak powinno się o mnie dbać .
- Nie wiem, czy to był dobry pomysł, aby was razem zostawić tu samych - machnął ręką i wyszedł udając się do Wielkiej Sali, skąd mieli się wszyscy wylosowani transportować do Ministerstwa.
- Czy ty czasem odrywasz się od książek? - spytał Zabini rozkładając wszystko, co przyniósł, na stół przy kominku, a przy okazji robiąc niezły slalom między notatkami rozłożonymi na podłodze.
- No tak, robię przerwy, żeby podenerwować Malfoy'a - zaśmiała się. - Ale czasem mam wyrzuty sumienia. On się o mnie martwi, choć się do tego nie przyznaje.
- Noo, zmienił się, dzięki tobie. Słuchaj, o której ty chodzisz spać? - zmienił temat.
- No późno, bo my długo siedzimy nad książkami – odpowiedziała. - Ale nie musisz ze mną siedzieć całą noc, nie powiem mu nic.
- Oszalałaś, on by mi głowę urwał, gdyby coś ci się stało. Mam dopilnować, żebyś się umyła, wypiła dwa eliksiry na sen, posprzątała po sobie i usnęła najpóźniej o północy.
- No widzę, że dostałeś pełną listę - zaśmiała się i zrobiło jej się miło.
- Taaa, i mam zakaz picia, bo wtedy niby wyłącza mi się myślenie i mu...
- Musi cię ogarniać, tak, mi też to zawsze mówi – dodała. - Muszę dokończyć te referaty i jeszcze przejrzę te Malfoy'a. A Ty masz już wszystko odrobione?
- No nie i szczerze to nie mam jakoś motywacji - przyznał szczerze.
- To leć po swoje notatki, pomogę ci.
- Serio? Merlinie, to pędzę, póki się nie rozmyślisz – i, nie czekając na odpowiedź, wybiegł do lochów.
Po kilku chwilach wrócił i był wdzięczny, że zrobił wszystko, co było zadane i jest już na bieżąco. O dwudziestej drugiej wyszli na dwugodzinny patrol. Porozmawiali trochę o swoich planach, co będą robić po zakończeniu szkoły, o tym jak bardzo ten rok zmienił relacje między uczniami  w szkole.
- Ufff, bez sensu te patrole, skoro nic się nie dzieje - skomentował Blaise, po czym zasiadł na kanapie. Z pokoju Hermiony dobiegało ciche pukanie w okno. Od razu poszła to sprawdzić.
Na parapecie siedziała sowa z małym listem w dziobie. Dziewczyna debrała od niej wiadomość, dała zapłatę i wróciła do salonu.
- To coś ważnego? Jak ja kiedyś chciałem wysłać sowę po północy to mnie tylko dziabnęła i zwiała. - skomentował Zabini, czekając, aż Hermiona dokończy czytać.
- Ginny jutro wraca. Napisała, że chce ze mną porozmawiać. Przemyślała kilka spraw, chce się ze mną nimi podzielić – odpowiedziała, siadając obok niego. - A co do sowy, to czasem warto jest dać jej jakiś smakołyk, wtedy powinny być bardziej oddane.
- Spróbuję. Myślisz, że Ginny w końcu zdecyduję się miedzy mną a Potterem? - zaciekawił się.
- Myślę, że przede wszystkim o tej sprawie chce porozmawiać. Pogubiła się i ciężko jej było wybrać - odpowiedziała krótko.
- Mam pewien plan - dorzucił Blaise. - Po prostu ty musisz rozkochać w sobie Pottera, a wtedy on się odczepi i będę ją miał dla siebie – zażartował, wywołując śmiech u obojga. - Na brodę Merlina, już w pół do pierwszej. Hermiona, do spania - powiedział już poważniej. - Siusiu, piżama, eliksiry i spać.
- Tak, idę się szykować - odpowiedziała grzecznie. – A ty dzisiaj masz tu spać?
- Tak, ale mam spać na kanapie w salonie - czuwać. A jak będziesz miała koszmar, to cię obudzić, chwilę z tobą posiedzieć i ponownie dać eliksir - wyrecytował.
- Nie wiedziałam, że aż tak się Malfoy o mnie martwi.
- Mi to tłumaczy, że jak tobie się coś stanie, to on będzie musiał wszystko robić, ale moim zdaniem on czuje, że ma wobec ciebie dług wdzięczności po tym, jak uratowałaś jego matkę - wyjaśnił i ponaglił ją, aby w końcu poszła się myć.
Hermiona skinęła głową i zniknęła za drzwiami łazienki. Stała pod prysznicem i zastanawiała się, ile jest prawdy w tym stwierdzeniu. Po dwudziestu minutach była już gotowa.
- Punkty z umyciem się i piżamą odhaczone - zaśmiała się, gdy usiadła obok Ślizgona na kanapie. - Teraz możesz iść ty.
- Okay, ale nigdzie nie wychodź, poczekaj tu na mnie, ja nie siedzę tyle co on w łazience.
 Nagle oboje usłyszeli pukanie w okno.
- Ginny zapomniała coś dodać? – zastanowił się Blaise.
- Zaraz się przekonamy - podeszła ponownie po okna, aby odebrać liścik. - Tym razem to Malfoy.
- To poczekam, aż przeczytasz, co napisał i dopiero pójdę, może to coś ważnego - dopowiedział i zajął miejsce obok niej.
Gryfonka rozwiązała mały sznureczek, którym była związana wiadomość.
- To na pewno od niego, nawet list przeszedł jego perfumami. – stwierdziła.
Ślizgon przysunął się bliżej niej i kiedy oboje przeczytali zawartość popatrzyli na siebie…



*Witajcie po tak długiej przerwie. Postanowiłam dokończyć to opowiadanie :) Rozdział będzie się pojawiał w każdą niedzielę. Jak przeczytasz, zostaw po sobie ślad w komentarzu, może być nawet kropka, abym wiedziała, że interesują Cię dalsze losy bohaterów :) Dobrego dnia!