wtorek, 21 kwietnia 2020

Rozdział 41

Scena, która wydarzyła się chwilę temu, to było za dużo do przyjęcia jak na jeden raz. Szybkie schwytanie Śmierciożerców, którzy uciekli z Azkabanu oraz uwolnienie dyrektorki i pracowników Ministerstwa z ich rąk. Dokonała tego trójka uczniów, można byłoby rzec, że słynne złote trio, ale zamiast Rona był Draco. Zupełnie przypadkowo, ponieważ McGonagall wezwała tylko dwójkę Gryfonów, a Ślizgon uparł się, żeby wtedy z nimi iść. Jednak, jak to zawsze w każdej bitwie bywa, jest ktoś, kto ucierpi i niekoniecznie jest to tylko ta zła strona. Tak było i tym razem. Hermiona dostała zaklęciem, które było kierowane w stronę Ślizgona. Zasłoniła Draco z miłości, którą go darzyła. Nie wiedziała, czy z tego wyjdzie, więc wyznała mu, co do niego czuje. Chciała, żeby wiedział, że był kimś ważnym w jej życiu. Zawsze gdzieś w okolicy, dbał o nią i troszczył się, ale nie chciał się przyznać, więc po prostu tłumaczył, że to tylko po to, aby nie musiał za nią wykonywać pracy i obowiązków. Czuł się za nią w pewien sposób odpowiedzialny, choć nie wiedział dlaczego, albo po prostu nie rozumiał. Od zawsze było mu wmawiane, że miłość i dobro to cecha ludzi słabych i daleko dzięki nim nie zajdzie. Liczy się czystość krwi i tylko takim osobom należy się szacunek. Drugim warunkiem było bogactwo, a jeśli ktoś posiadał te dwie cechy, był kimś. Tego go zawsze uczono, więc to wszystko, co dała mu Gryfonka podczas ostatniego roku w Hogwarcie, było takie nowe i dziwne. Niestety również nie do końca zrozumiałe, ale to w życiu normalne – strach przed czymś nowym jest jego nieodłączną częścią. Człowiek nie wie, co ma wybrać albo co będzie dla niego odpowiednie, dlatego obawia się tych decyzji.
Teraz siedzieli na zimnej podłodze w korytarzu Ministerstwa, gdyż zostali wyproszeni przez Magomedyków w momencie, w którym przybyli.
- Wiem przez jaki ból ona przechodzi - odezwał się po dłużej chwili ciszy Draco, przeczesując włosy palcami. - Takim samym poczęstowałeś mnie na szóstym roku.
- Nie wiedziałem wtedy jak działa Sectumsempra, ani że wymyślił ją Snape. Jednak on potrafił cofnąć działanie tego zaklęcia. Widziałem jak dyrektorka próbowała coś zadziałać, ale rany, zamiast się goić, jedynie się nie powiększały - odpowiedział, choć trudno mu było pogodzić się z tym, że jego przyjaciółka leży tam w ciężkim stanie i nie wiadomo, jakie będą tego skutki.
- Miałem ją chronić, a to ona ochroniła mnie - podsumował blondyn i różdżką usunął ślady krwi ze swojego ciała. - Mnie, swojego wroga. To nawet mój ojciec chciał mnie poświęcić.
- Już nie wroga, Malfoy – zaprzeczył. - Zrobiła to, bo cię kocha.
- No właśnie, w życiu bym się nie spodziewał, że to o mnie chodzi - wtedy mu się coś przypomniało. - Potter, a jak powiedziałem, że z nim jest coś nie tak i może jest brzydki to żeś nie zaprzeczył.
- No chyba byś nie chciał, żebym uważał, że jest inaczej. Dziwnie by to było odebrane - dodał Harry.
Wtedy drzwi, za którymi rozegrała się cała akcja zaczęły się otwierać. Natychmiast oboje podnieśli się, czekając na to, jakie wieści usłyszą. Starsza kobieta w białej szacie pisała coś jeszcze na kawałku pergaminu, a z nią podążało dwóch innych Magomedyków, w tym jeden był im dobrze znany.
- Oliwer, co z nią? - spytał natychmiast Harry i poprawił okulary.
- Została teleportowana do św. Munga, krwawienie ustało, ale przez kilka dni na pewno będzie spała. W tym czasie będzie miała opatrywane rany maściami. Nic więcej wam teraz nie powiem, bo musimy czekać jak się obudzi. Przepraszam, ale muszę iść, napiszę do ciebie później, to może coś więcej będę wiedział - wyjaśnił szybko i podążył za resztą. Chwilę później się teleportowali. W tym samym czasie do środka zaprosiła ich dyrektorka.
- Musimy teraz złożyć raport z tego, co się stało, jeden z aurorów zaraz się pojawi, aby zabrać więźniów. Co do panny Granger to nie wolno jej na razie odwiedzać, będzie pilnowana i szczegółowo badana, czy to zaklęcie nie wywoła żadnych większych ran - powiedziała i kilka minut później każdy musiał opowiedzieć cała sytuację raz jeszcze. Wszyscy chcieli już wrócić do siebie, odpocząć i przeanalizować zaistniałą sytuację po swojemu, ale z drugiej strony wiedzieli, że prędzej czy później i tak któryś z aurorów wezwałby ich z powrotem do ministerstwa, więc skoro są na miejscu to można to załatwić od ręki. Jedyne co nie było obowiązkowe to zdawanie relacji reporterom "Proroka codziennego". Nie wiadomo skąd, ale pojawili się zaraz po aurorach i chcieli wiedzieć, co się wydarzyło, aby zdążyć jeszcze na jutrzejszy numer wydania. Oczywiście jedynie Minister Magii powiedział kilka zdań, a reszta próbowała uniknąć zdjęć, którzy fotoreporterzy natarczywie robili. Kiedy było po wszystkim, razem z McGonagall wrócili do Hogwartu. W salonie głównym Gryffindoru i w lochach zaczynały się właśnie imprezy, który były zaplanowane po dzisiejszym meczu Quiddicha, ale oboje nie mieli na nie ochoty. Draco zaproponował, że jak chce odpocząć i mieć trochę ciszy, to Harry może iść z nim na siódme piętro. Chłopak nie zaoponował i chwilę później znaleźli się w dormitorium prefektów naczelnych.
- Tylko jak chcesz tu spać, to zostaje ci kanapa - stwierdził blondyn i podszedł do barku nalać sobie szklankę Ognistej. Chciał się rozluźnić. Gestem spytał Gryfona, czy też chce, a ten kiwnął twierdząco głową. - Moje łóżko dzielę tylko z Granger - dodał Malfoy i podał mu szklankę zapełnioną do połowy.
- Hermiona nie ma łatwo w tym roku, ciągle wydarza jej się coś złego, a chyba nie znam bardziej uczciwej, mądrej i pomocnej osoby - powiedział tak jakby do siebie Harry i upił łyk. Nie przepadał za tego typu trunkami, ale teraz po prostu musiał odreagować. Po chwili kontynuował swój monolog - tyle w życiu poświęciła.. Zrezygnowała dla mnie z ostatniego roku nauki, żeby pomóc mi szukać horkruksów, ryzykowała w wielu sytuacjach, usunęła pamięć swoim rodzicom, wiedząc, że jak się to wszystko skończy to zostanie sama.
- Co? Jak to usunęła pamięć ? - zaciekawił się Draco.
- Zrobiła to, aby ich chronić. Śmierciożercy swego czasu tępili rodziny mugoli, a oni byli narażeni, więc uznała, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Sam nie wiem, czy byłbym na to gotowy.
- Merlinie, nic nie wiedziałem - stwierdził blondyn i, kiedy wypił resztę, wrzucił szklankę w palący się kominek. Harry zrobił dokładnie to samo, po czym wstał, kierując się w stronę drzwi. - Jednak nie zostajesz?
- Chcę ją zobaczyć, nawet jeśli jest nieprzytomna. Chcę wiedzieć, że nic jej nie zagraża, że mogę być spokojny - wytłumaczył Gryfon.
- Idę z tobą - odparł Ślizgon. - Tylko czy McGonagall nie zauważy, że teleportowaliśmy się poza Hogwart?
- Jakoś jej to wytłumaczę – stwierdził Harry, a następnie w kilka sekund zmienił swoje położenie. Malfoy podążył za nim. Nie pomyśleli o jednym. Gdzie mają jej szukać. Szpital św. Munga był dość spory, miał kilka pięter i jeszcze więcej korytarzy. Był wieczór, więc odwiedziny o tej porze były wykluczone, zatem zapytanie kogoś z personelu odpadało, a zaglądanie do każdego z pokoi tym bardziej. Postanowili, że napiszą do Oliwera, który od jakiegoś czasu tutaj pracuje. Zawarli na pergaminie, w którym dokładnie miejscu się znajdują i wysłali sowę. Nie musieli długo czekać, gdyż za chwilę zza rogu wyszedł owy dawny Gryfon.
- Co wy tu robicie? - spytał cicho i lekko oburzony - przecież wiecie, że nie wolno jej odwiedzać.
- Musimy ją zobaczyć, tylko na chwilę - wyjaśnił błagalnie Harry.
- Dobra, ale na chwilę i załóżcie to - zgodził się i podszedł do wieszaka, na którym wisiały białe fartuchy. Podał im, a kiedy założyli, szli ciemnym korytarzem przez dłuższą chwilę.
Na piątym piętrze, po prawej stronie były drzwi bez szyby. Obok nich siedział ponury czarodziej z głową spuszczoną w dół.
- Bądźcie cicho, to może się nie obudzi i ominą nas problemy - poprosił i całą trójką weszli do środka. Pomieszczenie było duże, ale w środku znajdowało się tylko jedno łóżko, na którym leżała ona. Niewielkie oświetlenie dawała jedna świeczka na stoliku obok. Po cicho podeszli do jej łóżka, a Oliwer zamknął za nimi drzwi. Miała kilka ran, ale były one już opatrzone i nie wyglądały na poważne zranienia. Leżała nieruchomo, ale poprzez ruch klatki było widać, że oddech jest spokojny i wyrównany.
- Tak u was wygląda ochrona chorych? Przecież to kpina - oburzył się Draco patrząc cały czas na Gryfonkę, a Harry wtedy usiadł na skraju łóżka i złapał ją za rękę.
- Jutro z rana to zgłoszę - powiedział Oliwer, nasłuchując czy nikt nie idzie - dobra, a teraz wracajcie do Hogwartu.
- Informuj nas na bieżąco - poprosił Harry i skierował się w stronę wyjścia, natomiast Ślizgon stał nadal tak, jakby nie usłyszał polecenia.
- Malfoy - ponaglił go Wood.
- Dajcie mi jeszcze chwilę. Wiecie jaka to rzadkość widzieć ją jak przez dłuższą chwilę nie mówi ani jednego słowa? - spytał, a wtedy Harry powiedział coś na ucho Oliwerowi. Ten kiwnął głową i poinformował go, że ma minutę, a oni czekają na korytarzu. Ślizgon spełnił prośbę, a kiedy pożegnali się to z powrotem wrócili do zamku. Na szczęście nie zostali zauważeni i kiedy weszli na siódme piętro to zmęczenie wygrało i obydwoje poszli spać.

Następnego dnia w Wielkiej Sali trwało śniadanie. Zmęczenie promieniowało z twarzy wielu osób, gdyż nocne imprezy trwały trochę dłużej niż było to zamierzone. Na szczęście spory zapas eliksirów na kaca bardzo im pomógł. Nikt jednak nie wiedział, jakie wydarzenia miały miejsce tej nocy.
Prawie każdy uczeń otrzymał właśnie nowe wydanie „Proroka codziennego”. Dzięki niemu wieść obeszła wszystkich. Na pierwszej stronie było zdjęcie Ministra Magii, który przemawiał, a w tle ruszające się postaci. Jak ktoś się dobrze przyjrzał, mógł dostrzec również McGonagall. W Wielkiej Sali zapanowała cisza i każdy skupił się na nowych informacjach.
Dziś w nocy miało miejsce niebezpieczne wydarzenie. Trzech Śmierciożerców napadło na Ministerstwo i obezwładniło wszystkich tam przebywających. Gdyby nie pojawienie się trójki uczniów z Hogwartu,  nie wiadomo jakby się to skończyło. Owi wspomniani uczniowie to prawie słynne Złote trio, jednak zamiast Rona Wesley’a pojawił się Draco Malfoy (dawny Śmierciożerca - przyp. red.). W ciągu kilku chwil doprowadzili do uratowania zakładników. Z bólem zawiadamiamy, że podczas tej akcji Hermiona Granger została raniona zaklęciem Sectrumsempra i obecnie przebywa w szpitalu św. Munga, gdzie jest hospitalizowana i na razie nie wolno jej odwiedzać. Miała być strzeżona, jednak z naszych źródeł wiemy, że tutaj pewne kwestie zawiodły. Resztę przeczytacie na stronie 5.”
Wtedy do Wielkiej Sali weszło dwóch chłopaków, na których od razu został zwrócony wzrok pozostałych uczniów. Można było usłyszeć kilka szeptów. Oni jednak nie przejęli się zbytnio, tylko każdy z nich poszedł w stronę swojego stołu. Wiedzieli, że czeka ich mnóstwo pytań od przyjaciół. Pierwszy miał się z tym zmierzyć Harry. Opowiedział im, jak doszło do całej sytuacji, pomijając wyznanie Hermiony do Draco. Jedynie Ron nie był z tego zadowolony, ale kiedy usłyszał, że pojawienie się tam Ślizgona nie było do końca zamierzone, odpuścił.
- Wiedziałem, że u nas jest impreza, więc Malfoy zaproponował, że mogę spać u nich na kanapie. Sam też zrezygnował z imprezy i obaj się położyliśmy - zakończył opowiadanie i dopiero wtedy nałożył sobie jajecznicy na talerz. Zerknął tylko na gazetę, aby zobaczyć, czy jest jego jakieś zdjęcie, ale na szczęście udało się tego uniknąć.
- Bieda Hermiona - dowiedziała Ginny. - Nie rozumiem, czemu nie można jej odwiedzać.
- Ma odpoczywać i będzie badana, czy nie ma większych powikłań, jest pilnowana - wyjaśnił Gryfon, a reszta siedziała i spijała słowa z jego ust.
- Pilnowana? - spytał Seamus. - To trochę zabrzmiało tak, jakby była Śmierciożerczynią.
- W Proroku była napisane, że pewne kwestie zawiodły - dodał Ron, spoglądając jeszcze raz na gazetę.
- Co? - zdziwił się Wybraniec - Jakie kwestie? Jak tam byliśmy to rzeczywiście osoba, która pilnowała Hermiony spała, ale skąd oni się o tym dowiedzieli? - wziął gazetę do ręki, by dowiedzieć się szczegółów. Obiecał sobie, że jeśli będzie tam chociaż małe kłamstwo, to nie zostawi tak tego w ten sposób. Treść była następująca:
„Panna Granger miała być strzeżona, aby nic nie zarażało jej zdrowiu. Niestety osoba, która była wtedy na zmianie, przespała na krześle całą noc, nie wiedząc co się dzieje. Ktoś niepostrzeżenie wszedł do sali, w której leży Gryfonka, bo na ścianie widniał napis, który prezentujemy na zdjęciu.”
Pod tą krótką notką zamieszczono fotografię pokazującą ścianę, na której było napisane „Radzę lepiej pilnować panny Granger, bo następnym razem tak łatwo nie odpuszczę”.
Harry musiał chwilę pomyśleć. Odłożył gazetę, wziął łyk soku i dotarło do niego, kto mógł za tym stać. Spojrzał na stół Slytherinu, szczególnie na jednego blondyna. Ten również zerknął wtedy na niego i z dumą kiwnął głową. No tak, on został z nią na chwilę sam, a znając jego kontakty i wpływy, musiał jeszcze w nocy wysłać sowę do redakcji. Wiedział, że prawdopodobnie ma to zostać w tajemnicy, jak ich wizyta w św. Mungu, dlatego postanowił nie zdradzać, że zna więcej szczegółów.
- Myślę, że po tym artykule coś się zmieni. Lepiej mówcie jak impreza - zmienił szybko temat, a jego przyjaciele zaczęli opowiadać, jak minęła im uprzednia noc.

Draco zaraz po śniadaniu wrócił do siebie.  Jego przyjaciele chcieli znać szczegóły wydarzeń w Ministerstwie, ale on odpowiadał zdawkowo. Sam nie wiedział ile może albo ile chce im powiedzieć. Był nadal zmęczony wczorajszym meczem i wieczorem. Nie miał nawet czasu pomyśleć o wszystkim i przeanalizować tego, co powiedziała mu Gryfonka.  Granger, ta najbardziej uparta laska jaką znał, zakochała się w nim. To było nie do pomyślenia, że tyle lat wzajemnego wyzywania, kpin oraz wyśmiewania doprowadzi do takiego wyznania. Jak ona to sobie wyobrażała? Musiał przyznać, że była dla niego kimś ważnym - coraz bardziej chciał się jej radzić i z nią dyskutować, ale to wszystko. Żadnej miłości z tego nie będzie, jedynie przyjaźń. Najbardziej się dla niego liczyło to, żeby wyzdrowiała. Obiecał sobie, że jak tylko się wybudzi, szczerze z nią porozmawia. Im szybciej to załatwi tym lepiej. Dotarło do niego też to, że jest jej ogromnie wdzięczny za jej ochronę, więc czas się odwdzięczyć. Skoro Granger jest zakochana, to oznacza, że potrzebuje kogoś, kto będzie się nią opiekował i zwyczajnie potrzeba jej chłopaka. Do głowy wpadł mu pomysł, że on się tym zajmie.

Nie wiedział, czy dobrze robi, mówiąc o tym wszystkim przyjacielowi, ale nie miał wyjścia. Blaise był jedyną osobą, z którą trzymał się blisko. Mówili sobie o wszystkim i zawsze mogli na siebie liczyć, niezależnie od tego, czy ta osoba popierała dany pomysł czy nie. Wysłał sowę do czarnoskórego Ślizgona z prośbą o przybycie na siódme piętro. Kiedy Zabini się pojawił, Draco nalał sobie i jemu po szklance Ognistej i opowiedział o zajściu z zaklęciem i o wyznaniu Hermiony. Przyjaciel mu nie przerywał, jedynie czekał aż skończy, bo widział, że Malfoy ma w głowie jakiś plan i nie wezwał go tu tylko po to, aby się z nim napić.
- Hermiona się w tobie zakochała? - spytał już któryś raz, nadal w to nie wierząc.
- Ja też byłem w szoku, ale to nie ma szans bycia - odpowiedział mu blondyn. - Dlatego wpadłem na pomysł, jak zrobić tak, żeby nie tracić kontaktu z Granger, ale pozostać w takiej relacji, jaka jest obecnie - wyjaśnił w końcu.
- Czyli czekaj? Jak mam ci pomóc? Nie chcesz z nią być?
- Zabini, nie wiem… Nie. My nie pasujemy do siebie, możemy się kolegować, ale nic więcej - mówił tak, jakby nadal się wahał, jednak coś w środku podpowiadało mu, że to jest jedyna opcja. Liczył tylko na to, że jak się skończy szkoła to będzie mógł ją czasem spotkać i spytać co u niej. Nie był obecnie w nikim zakochany i było mu z tym dobrze. Przyzwyczaił się do bycia samemu, ale też nie zamykał się na bliższe kontakty z dziewczynami. Chciał trafić na kogoś, na kim będzie mógł polegać oraz nie będzie go oceniał tylko przez pryzmat bogactwa i wyglądu. - Musimy zeswatać ją z kimś innym.
- Co? Chyba nie chodzi ci o to, że nie jest czystej krwi, czy to, że jest Gryfonka? - dopytywał dalej Blaise, ale odstawił szklankę, bo sprawa była poważna i chciał chociaż raz podejść do tematu poważnie. Jego związek się rozwijał i widział, ile daje mu relacja z Ginny.
- Już dawno przestało mi to przeszkadzać, ale po prostu to nie przejdzie. Odpuść. Wezwałem cię, bo trzeba zeswatać Granger z Woodem - powiedział w końcu Draco i też odłożył szklankę.
- Woodem? A czemu akurat z nim?
- A komu mam ją oddać? Temu rudemu wieprzowi, żeby ją znowu skrzywdził? Wood wydaje się w porządku, a mi zależy, żeby była szczęśliwa - odpowiedział, choć wiedział, że powiedział za dużo.
- Chcesz żeby była szczęśliwa, czyli ci na niej zależy. Pomogę ci, ale żebyś potem nie żałował swojej decyzji.
- Nie będę - odparł krótko blondyn. - A teraz bierz pergamin i pisz do niego, żeby zbliżył się do Granger, bo ona się zakochała we mnie i jak nie chce, żeby była nieszczęśliwa i choć trochę mu na niej zależy, niech spróbuję ją odciągnąć ode mnie.
- Dobra, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć -  Blaise wzniósł ręce ku górze i zabrali się do pracy. Następnie wezwali sowę i dali jej mały liścik. Kiedy zniknęła im z oczu, Draco wiedział, że nie ma już odwrotu.

Szpital św. Munga to spory budynek mieszczący się w Londynie. Leczono tu poważne przypadki  różnych klątw, ale pacjentami byli również czarodzieje, którzy muszą odpocząć po urazach. Takim pacjentem była Hermiona Granger. Minęły dwa dni odkąd Gryfonka tutaj trafiła po zajściu w Ministerstwie. Wybudziła się dziś nad ranem i czuła się na tyle dobrze, że chciała wrócić do zamku, jednak kilku Magomedyków uparło się, że muszą zrobić dodatkowe badania. Gryfonka pamiętała całe zdarzenie, włącznie z wyznaniem Draco miłości. Zrobiła to po raz drugi, ale tym razem liczyła, że może coś się zmieni. Była przygotowana na dwie wersje i nawet jeśli ponownie usłyszy "zostańmy przyjaciółmi" to obiecała sobie, że się z tym pogodzi. Za miesiąc jest koniec szkoły i każde z nich pójdzie w swoją stronę. Miała tylko nadzieję, że od czasu do czasu będą mogli się spotkać. Bała się teraz pierwszego spotkania z nim i na samą myśl skręcało ją w żołądku, a z drugiej strony chciała mieć to już za sobą.
Był środowy poranek. Nie lubiła tak bezczynnie leżeć, więc w liście do swojego przyjaciela zawarła prośbę, aby przywiózł jej notatki i ewentualne prace domowe. Chciała czymś zająć myśli, a poza tym pierwsze egzaminy kończące szkoły zaczynały się już za dwa dni, więc jej ambicja nie pozwalała na bezczynne leżenie.
- O, Harry, czekałam na ciebie od rana - powitała go, kiedy ten wszedł do sali niosąc w ręku to, o co poprosiła go w liście. Podszedł do jej łóżka, pocałował w czoło i usiadł na krześle, które stało obok.
- Jutro wychodzisz ze szpitala, więc na spokojnie mogłaś powtórzyć sobie wszystko w Hogwarcie - upomniał ją, ale znał ją doskonale i wiedział, że nauka była i będzie dla niej najważniejsza. - W dodatku marudzenie Malfoy'a o tym, czy jesteś pilnowana, czy masz wszystko, kto cię odwiedza... – wymieniał. - A jak kazałem mu napisać list i samemu wypytać to uznał, że aż tak to go to nie interesuje.
- Oh Harry, boję się tego pierwszego spotkania z nim... Boję się ponownego odrzucenia. A tobie nic nie mówił o tym zdarzeniu? - dopytywała już któryś raz, choć doskonale znała odpowiedź.
- Nie wiem nic, akurat w tej kwestii milczy. Chcesz znać moje zdanie? - spytał, a ta kiwnęła głową - Malfoy się boi, chyba nie wie, jak się w tym odnaleźć i potrzebuje czasu, więc jeśli... - ale Gryfon nie dokończył, bo do sali wszedł Oliwer.
- Wybaczcie, że wam przeszkadzam, ale jak przechodziłem korytarzem to usłyszałem, że rozmawiacie o Draco. Napisał do mnie jakiś czas temu i opisał, że się w nim zakochałaś, ale to nie wyjdzie i mam się za ciebie zabrać, bo jestem jedynym normalnym kandydatem - wyjaśnił po krótce, a oni patrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Czyli bawi się w swatkę?  Świetnie. Chociaż znamy już jego zdanie na ten temat - wzruszyła ramionami Hermiona i lekko posmutniała.
- Hej - pogłaskał ją po poliku Wood. - Ja cię tak nie zostawię. On uświadomił mi coś ważnego i niech głupek wie, co traci - pocieszył ją, a ta się delikatnie uśmiechnęła. Usiadł z drugiej strony łóżka. Od zawsze go lubiła, a od pewnego czasu nawet trochę bardziej, ale nie chciała działać pochopnie, wszystko w swoim czasie.
- Jakieś to dziwne dla mnie - odezwał się po chwili ciszy Harry. - Z jednej strony ciągle się o ciebie wypytuje, martwi, szuka ci chłopaka. Na marginesie, nadal jednak nie wiem, czemu o mnie najpierw nie pomyślał - zażartował i podrapał się po brodzie, aby rozładować trochę napięcie. - Jednak nawet do ciebie nie napisał ani Cię nie odwiedził.
- Próbował! - odparł Oliwer. - No tak, wczoraj o północy chciał wejść, ale go nie wpuścili. Ma miesięczny zakaz na wejście do budynku odkąd oczernił szpital i jego pracowników - wtedy wyjaśnił im, że wyszło na jaw, że to on zostawił napis na ścianie i napisał do "Proroka codziennego". Podobno któryś ze skrzatów tam pracujących go wydał, a szef się zdenerwował, więc powiesił na każdych drzwiach informację z jego zdjęciem oraz krótką notką „Udowadniamy panu, że ochrona w naszym szpitalu jest niezawodna”. Cała trójka zaczęła się śmiać.
- Serio? A ja nic nie widziałem - skomentował Harry.
- Bo wchodzisz wejściem przez mój kominek i nadal trochę ryzykuję, ale czego się nie robi dla dawnych przyjaciół. A, i przyniosłem kolejny eliksir wzmacniający - podał Hermionie, a ona od razu go wypiła. - Magomedyk uznał, że jutro po śniadaniu możesz wrócić do zamku. A teraz uciekam, bo muszę odwiedzić jeszcze kilku pacjentów. Zajrzę wieczorem, dotrzymam ci jeszcze towarzystwa - po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
- Zawiedzona? - zapytał cicho Harry. – Podjęciem przez Malfoy’a takiej samej decyzji jak poprzednio?
- Byłam na to przygotowana - wzruszyła ramionami. - Ale trochę czasu minie, zanim uda mi się o tym zapomnieć. Na szczęście mam czym zająć myśli - wskazała głową na stolik, na którym leżał stos pergaminów. Porozmawiali jeszcze chwilę, po czym Harry stwierdził, że musi już wracać, żeby nie spóźnić się na kolejną lekcję, a ta poprosiła go, aby rozpisał jej prace domowe i zostawił w jej dormitorium, by mieć już wszystko przygotowane jak wróci do zamku.
Harry, kiedy przeniósł się do zamku i spojrzał na zegarek, wiedział, że jest spóźniony. Czym prędzej zszedł na trzecie piętro na zajęcia ze Slughornem. Zależało mu na tym przedmiocie, ponieważ eliksiry go interesowały, a na posadę Aurora wymagany był z nich egzamin. Słyszał, że ktoś za nim biegnie, ale nie przejmował się tym, ponieważ uznał, że nie tylko dla niego czas leci za szybko.
- Harry, poczekaj! - krzyknęła i w końcu go dogoniła. - Ja też się spóźniłam.
- Może gdybyś nie spędzała każdej wolnej chwili z Zabinim, to byś się wyrobiła - oznajmił krótko i zwolnił tempo do truchtu. Trudno mu było wybaczyć, że wybrała kogoś innego, mimo tego, że to ona zrobiła pierwszy krok w stronę ich związku.
- Nie spędzałam teraz z nim czasu, chciałam wiedzieć co u Hermiony - spytała w końcu.
- W porządku, jutro będzie już z nami - wyjaśnił i zrobiło mu się przykro, że tak ostro zareagował. Zatrzymał ją i złapał za rękę. - Co ma on, czego nie mam ja? - widać było, że zamurowało ją to nagłe pytanie. Stała po prostu i patrzyła mu w oczy. Nie wiedziała, w którym momencie wypuściła swoją torbę oraz ile trwała ta chwila, ale kiedy drzwi od sali się otworzyły, natychmiast od siebie odskoczyli. To był profesor Slughorn.
- O! To wy, zapraszam do środka - po czym otworzył drzwi szerzej. - Nie spóźniliście się dużo, proszę, zajmijcie swoje miejsca. I proszę randki zostawiać na popołudnia - dodał z uśmiechem pod nosem.  Profesor nie wiedział, że ta dwójka nie jest już razem, ale Harry'emu ten komentarz nie przeszkadzał. Spojrzał się tylko w kąt, gdzie akurat siedział czarnoskóry Ślizgon i zrobił minę w stylu satysfakcji, a ten ze złości złamał pióro, które trzymał w ręce. – Proszę, podzielcie się w pary. Odkąd doszło do tej grupy pięć osób jest trochę ciasno, ale myślę, że damy radę.
Uczniowie posłusznie wykonali polecenie. Profesor miał rację, bo osoby, który nie zaliczyły siódmego roku, musiały teraz dołączyć do obecnego rocznika, dlatego mieli wspólne zajęcia. Draco spytał swojego przyjaciela, czy ten miałby problem, jeśli sparowałby się z Gryfonem. Blaise uznał, że to dobry pomysł, bo on pójdzie do Ginny. Kiedy profesor rozdzielił zadania, wszyscy zabrali się do pracy.
- Byłeś u Granger, prawda? - spytał Draco, jak tylko dosiadł się do Harry'ego.
- Byłem - odpowiedział zdawkowo i zaczął czytać recepturę eliksiru, który muszą uwarzyć.
- Wszystko u niej w porządku? - dopytywał dalej blondyn?
Harry w między czasie spoglądał na swoją byłą dziewczynę, która musiała się ostro tłumaczyć z sytuacji sprzed drzwi.
Nie uszło to uwadze Draco, który może i nie popierał nowego związku przyjaciela, ale postanowił się nie wtrącać ponieważ widział, że Blaise jest szczęśliwy. - Potter, ty mnie w ogóle słuchasz?
- Malfoy, zawsze ci powtarzam, że sam możesz ją o to zapytać – brunet odpowiedział w końcu, choć miał już powoli dość jego ciągłych pytań, więc postanowił się z nim trochę zabawić. – A poza tym, nie pomyślałeś przecież o mnie jako o jej potencjalnym chłopaku, więc nie dziw się, że nie chce z tobą gadać – dodał i z trudem powstrzymał śmiech, który cisnął mu się na usta. Postanowił, że nie będzie patrzył na jego twarz, tylko zajmie się pracą, którą musi z nim wykonać.
- Co? O czym tym mówisz? – blondyn spytał zdziwiony, bo naprawdę nie rozumiał, o co chodzi Harry’emu.
- Nie chcesz być z Hermioną? Okay, twoja strata, ale żeby od razu oddawać ją do Wooda, nie mówiąc nic mi? - powiedział ciszej, bo nie chciał, żeby sekret jej przyjaciółki wyszedł na jaw.
- Skąd o tym wiesz? Zresztą, nieważne. A co, źle wybrałem? Chce dla niej dobrze - tłumaczył się Draco i było widać, że naprawdę się przejął.
- Chodzi o to, że może ja chciałem się zakręcić obok niej? Co, o tym nie pomyślałeś?
- Merlinie, ty? - zdziwił się jeszcze bardziej, ale jak zobaczył minę Harry'ego to dopowiedział: - On się obok niej kręcił jak tu był, za to ona ciągle do niego chodziła, więc wybór wydawał mi się jasny. Zrozum, chcę mieć kontakt z Granger, ale tylko od czasu do czasu. Nie udałoby się nam... A co? Z Woodem będzie nieszczęśliwa? – to było silniejsze od niego, więc się dopytał. Wiedział, że sam sobie zaprzecza.
- W sumie to daruje ci, bo lepszego kandydata chyba nie ma. No może oprócz mnie, ale tu sprawa jest zakończona, bo jednak chyba moje serce należy do kogoś innego - wtedy Harry spojrzał w kąt na Ginny, po której było widać, że nie dogadała się ze swoim chłopakiem. Draco spojrzał za nim.
- Mów co z Woodem - ponaglił go. - Zgodził się w sprawie z Granger? Nic mi nie odpisał.
- No zgodził się, zgodził. Wspomniał coś o tym, że Hermiona jutro wychodzi, ale nie chce, żeby wracała do Hogwartu, bo będzie zazdrosny - Harry nieźle się bawił, ale chciał też poznać prawdziwy stosunek Draco do tej sytuacji. Wiedział, że jest jakieś drugie dno, które tylko on zna. Postanowił jeszcze bardziej podkoloryzować sytuację. - Tak między nami to nawet chyba dziś chce szczerze z nią porozmawiać.
- Porozmawiać? - powtórzył za nim ostatnie słowo.
- No tak, chce w szpitalu zrobić jakąś romantyczną kolację, wiesz, świeczki i wszystkie sprawy, które robi się na randkach. A teraz to, co trzymasz w ręce, wlej do kociołka, bo inaczej nam nie wyjdzie - zmienił szybko temat, ale wiedział, że Ślizgon będzie chciał wiedzieć więcej, nawet jeżeli odruchowo posłuchał polecenia Gryfona.
- Tak szybko chce z nią porozmawiać? Może niech poczeka aż wyzdrowieje.
- Hermiona jest zdrowa, a on nie chce czekać, bo boi się, że ktoś może mu ją odbić. Jak u niej byłem dziś to też przyszedł i powiedział, że jej nie chcesz i że dobrze robisz, bo teraz ma wolne pole do popisu - na te słowa Harry’ego Ślizgonowi pękła w ręce fiolka z niebieskim płynem, który miał wlać. Ciesz okazała się czymś palącym, więc profesor Slughorn poszedł z nim do Skrzydła Szpitalnego, aby opatrzyli mu dłoń. Gryfon był z siebie zadowolony powodzenia swojego planu, a teraz postanowił przemyśleć, czy rzeczywiście ma jakieś szanse odzyskać Ginny.
Draco sam nie wiedział jak to się stało, że ta fiolka pękła. Nie ścisnął jej mocno, więc ewidentnie coś wpłynęło na niego na tyle mocno, by zmusić go do zniszczenia jej siłą woli. Siedział teraz na jednym z łóżek, a pani Pomfrey kończyła smarować rany jedną z maści i zaczynała bandażować. Kilka razy spytała go o coś, ale ten odpłynął już myślami. Z jednej strony był zadowolony, że Granger zna jego zdanie, że może teraz skupi swoje uczucia na kimś innym, co oznaczałoby załatwienie sprawy. Powtarzał to zdanie cały czas w głowie, jak chciał, żeby w końcu okazało się prawdą. Nie wiedział, skąd u niego takie zainteresowanie i dlaczego ta obojętność, która zawsze przy nim była, teraz gdzieś wyparowała. Jutro Hermiona wróci do zamku i będzie musiał z nią porozmawiać. Wiedział, że to go nie ominie i nawet był zadowolony. Lubił mieć wszystko wyjaśnione i jasne. Dopiero teraz do niego dotarło, że przecież jeśli ona się dziś zgodzi, żeby być z Woodem, to wspólne noce w jednym łóżku nie będą możliwe, a miejsce do spania w dormitorium jest tylko jedno. Co prawda, jest jeszcze kanapa, na której będzie pewnie on spał, ponieważ jest winny Granger przysługę. Zaśmiał się pod nosem na tą myśl. Trochę słaba rekompensata za uratowanie życia.
- Panie Malfoy, wszystko w porządku? - spytała już któryś raz Pani Pomfrey i ostatecznie skończyła opatrywanie, wiążąc mały supełek na wierzchu dłoni.
- Mogę już iść? - upewnił się, a jak wychodził usłyszał jeszcze, że ma się wieczorem zgłosić na zmianę opatrunku. Spojrzał na zegarek i zobaczył, że eliksiry dobiegły końca. Chciał odnaleźć swojego przyjaciela, który zapewne miał jego rzeczy. Nie zajęło mu to dużo czasu.
- O Blaise, dzięki. Jak z Wiewiórą? - spytał, bo przez to zdarzenie nie był pewny, jak ta sytuacja się zakończyła.
- Nijak. Obraziła się, jak jej wytknąłem, że znowu się spotyka z nami naraz - wzruszył ramionami czarnoskóry Ślizgon i podał mu jego torbę. - Jak ręka?
- Ręka w porządku, bardziej gorzej to wyglądało niż bolało. A spotyka się? Moim zdaniem to zbieg okoliczności, bo Potter był rano u Granger i przez to się spóźnił - wyjaśnił mu i ruszyli razem na kolejne zajęcia.
- Tak? To chyba trochę przegiąłem. Spróbuję to potem odkręcić. A właśnie, co u Hermiony?
- Jest w porządku i jutro wraca do Hogwartu, a jak dobrze pójdzie to Wood będzie jej chłopakiem - powiedział jakby od niechcenia Draco. - Uprzedzając twoje następne pytanie, nie, nie odpisał mi, tylko Potter mi o tym powiedział.
- Czyli kłopot się sam rozwiązał?
- No powiedzmy - odparł krótko Malfoy, po czym razem z Blaisem wszedł na wróżbiarstwo. Dla Draco była to godzina wolna, bo profesor Traweley była dla niego bardzo łaskawa i pozwalała mu na więcej niż innym. Także mógł rozmawiać ile chciał bez żadnych konsekwencji, a na koniec i tak miał ocenę powyżej oczekiwań.
- A po co chcesz się spotykać z Woodem? - dociekał Zabini, bo jego przyjaciel przez przypadek się mu wygadał.
- Muszę mu powiedzieć o długu wdzięczności wobec Granger i jej koszmarów oraz uświadomić go, że jak ją skrzywdzi to załatwię go naprawdę porządnie - mówił cicho, bo nie chciał, aby ktoś usłyszał, że łączy go taka relacja z Gryfonką. – W Azkabanie powitają mnie wtedy z radością.
- No to jednak ci trochę na niej zależy - szturchnął go w ramię Zabini i uśmiechnął się prowokacyjnie.
- Zależy to za duże słowo, ale chce ją trochę chronić przez pewien czas, w końcu mam u niej dług wdzięczności. Gdyby nie ona to pewnie ja bym wylądował w Mungu – tłumaczył, jakby chciał usprawiedliwić swoje zakłopotanie myśli.
Reszta dnia minęła szybciej niż się spodziewali. Nastał wieczór i Draco siedział w swoim dormitorium na kanapie, spoglądając w kominek. O tej porze roku skrzaty już nie paliły, więc była tam tylko imitacja prawdziwego płomienia. Słowa Harry'ego ciągle krążyły mu w głowie. Był ciekawy jak, według tego całego Wooda, wygląda randka. Ciekawość nie dawała za wygraną. Postanowił się przebrać i jakimś cudem wejść do szpitala, aby podsłuchać i podejrzeć jakie zamiary ma wspomniany Gryfon. Kiedy był gotowy, podszedł do okna i chwilę później stał już na korytarzu szpitala. Na szczęście nie spotkał nikogo i ostrożnie zmierzał w stronę pokoju, w którym leżała jego współlokatorka.

Hermiona była z siebie zadowolona. Odkąd wyszedł Harry wzięła się od razu do pracy i nadrobiła zaległości oraz powtórzyła sobie notatki na jutrzejszy egzamin. Dzień minął jej szybko i kiedy spojrzała na zegarek, wybiła godzina dwudziesta. Wiedziała, że zaraz ma się zjawić Oliwer i przynieść jej ostatni eliksir do wypicia. Nie miała czasu się nad tym wszystkim zastanowić, ale wiedziała, że jutro czeka ją poważna rozmowa, dzięki której wyjaśni się jej relacja z Draco. Niczego nie planowała, bo los jej wtedy nie sprzyjał, więc uznała, że najlepiej będzie jak odda się w ręce losu.
- Mogę? - spytał Oliwer i wyrwał ją z zadumy. Kiwnęła głową, a ten usiadł obok niej i przez chwilę na siebie patrzyli. - Nie wiem, jak mam zacząć - rozpoczął w końcu.
- Coś się stało? - spytała, bo obawiała się, że jednak będzie musiała zostać dłużej w szpitalu.
- Nie, spokojnie. Po prostu chciałem porozmawiać o nas. To znaczy, czy ja mam u ciebie jakieś szanse? Będę mógł cię zaprosić na randkę? - wyznał w końcu, choć było widać, że mówił niepewnie i z wysiłkiem. Kiedy Gryfonka chciała coś powiedzieć, oboje usłyszeli jakiś hałas dochodzący z korytarza. Nie za bardzo mogli zrozumieć o co chodzi, więc dawny Gryfon wstał i uchyl drzwi, ale nie wyjrzał. Dwóch starszych mężczyzn kłóciło się z jednym młodszym, który, jak twierdził, chciał odwiedzić swoją dziewczynę. Wtedy coraz głośniej było słychać przyśpieszające kroki, aż w ciągu kilku sekund do sali, w której leżała Hermiona, wpadł Draco, a zaraz za nim wspomniana dwójka magomedyków.
- W porządku, on jest tu na moje polecenie - obronił go Oliwer, skłamał, choć nie wiedział, czemu mu pomaga. - Miał dostarczyć ważne informacje o Śmierciożercach, którzy zaatakowali pacjentkę - dopiero wtedy odpuścili i wyszli z sali. - Co ty tu Malfoy robisz? Wiesz, że masz zakaz.
- Muszę pogadać z Granger, to pilne - oznajmił, ale nawet nie spojrzał na Gryfonkę. Tylko Oliwer zerknął w jej stronę, a ta kiwnęła na znak, że się zgadza. Młody Magomedyk wiedział, że Ślizgon jest uparty i nie odpuści.
- Dobra, ale nie masz dużo czasu i ona ma mieć spokój - poinformował Draco, po czym wyszedł z sali i zamknął za sobą drzwi. Blondyn podszedł do jej łóżka i usiadł na skraju. Panowała cisza, a on przyglądał się Hermionie tak, jakby dopiero pierwszy raz ją widział i chciał zapamiętać każdy fragment jej wyglądu. Chwilę później wydarzyło się coś, na co tak bardzo czekała.



                                   



*Witajcie, mam nadzieję, że rozdział się spodobał :) Wszystkie wnioski proszę zostawić poniżej :)

piątek, 10 kwietnia 2020

Rozdział 40

Hermiona miała dość nauki na dziś. Nie dokończyła wszystkiego, gdyż jej myśli krążyły w zupełnie innym temacie.  Posprzątała wszystko na jedną kupkę i wtedy usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziała krótko i odwróciła się - O Harry, dobrze, że wpadłeś, siadaj.
- Minąłem się z Malfoy'em na schodach i lepiej uważaj, bo roznosi plotki, że jesteśmy razem - zaśmiał się gryfon - powiedziałem mu, że to brednie, ale nie wiem, czy mi uwierzył.
- Tak, odkąd spławiłam Notta to próbują się dowiedzieć, kto jest moim wybrankiem. Chcesz soku? - spytała, a on kiwnął głową.
- A skąd u niego taka ciekawość tym?
- No jak to po co? Żeby mieć nowy temat do dokuczania mi i denerwowania - odpowiedziała i wzruszyła ramionami - a co cię do mnie sprowadza?
- W sumie to chyba unikanie Ginny. Siedzi w salonie u nas, bo Zabini jest zajęty - wytłumaczył i poruszał pogrzebaczem w kominku.
- Taaa zajęty, właśnie w tym momencie upija się z Malfoyem pocieszając Theodora, jak to bardzo złamałam mu serce - zaśmiała się.

W tym samym czasie w lochach impreza się rozkręcała na dobre. Pokój wspólny zamienił się teraz w parkiet dla grupy ludzi tańczących do muzyki, biesiadujących na kilku kanapach i popijających drinki.
- Zabini, mieliśmy się spotkać tylko we trójkę – upomniał kolegę Draco, kiedy tylko zobaczył, co się dzieje w jego dawnym salonie.
- Sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli – winowajca próbował się bronić  i poklepał go po ramieniu. - Ale za to spójrz na Notta! - Wskazał palcem w róg salonu, gdzie wspomniany Ślizgon trzymał na kolanach jakąś blondynkę i całował się nie zważając na to, czy ktoś ich widzi.
- Szybko się pocieszył po Granger, z resztą mówiłem, że on nie jest stały w uczuciach - skomentował Draco. - Może pójdziemy do ciebie, bo tu się nie da normalnie pogadać.
- No dobra, to chodź do mnie – zaproponował, ale kiedy zmierzali już schodami do jego sypialni, obaj zostali złapani za rękę. Odwrócili się i zobaczyli swojego przyjaciela.
- A wy dokąd? Nie mieliście mnie pocieszać? - spytał Theodore i zachwiał się lekko, choć nie wypił za wiele.
- Chyba sam sobie świetnie poradziłeś - zaśmiał się Draco i kiwnął głową w stronę blondynki, z którą przed chwilą się całował.
- Aaa Astoria, no tak..-  podrapał się w głowę. - Mam nadzieję, że nie masz mi za złe? - spytał niepewnie.
- Ja? Niby czemu? Astoria to siostra Dafne, ale nie wiążę z nią żadnej przyszłości - wyjaśnił Draco i w sumie się zdziwił. Znał się z Astorią, kilka razy rozmawiali, ale ona była dwa lata młodsza i jakoś nie planował rozwijać z nią żadnej relacji. - A teraz albo idziesz z nami, albo zostajesz tu. Mamy do obgadania sprawy z Granger i ...
- Yyy... jak to ma się tyczyć Hermiony to ja podziękuję. Mam zamiar poświęcić czas komuś, kto rzeczywiście jest mną zainteresowany - wyjaśnił i, nie czekając na żadną reakcję swoich przyjaciół, po prostu wrócił do fotela, na którym wcześniej siedział. Ślizgoni wzruszyli ramionami i poszli do sypialni, biorąc ze sobą dwie butelki Ognistej. Kiedy rozlali po pierwszej szklance, Draco opowiedział Blaise’owi o spotkaniu z Harrym.
- No więc mówię ci, tu musi chodzić o Wooda – podsumował. – Tylko jak się teraz tego dowiedzieć? Granger mi nic nie powie.
- No jak to jak, bardzo prosto - wzruszył ramionami czarnoskóry. Podszedł do szuflady, wyciągnął z niej kawałek pergaminu, pióro i napisał kilka zdań. Po czym wezwał sowę i z dumą usiadł na łóżku.
- Co ty zrobiłeś? - zaciekawił się Malfoy i upił kolejny łyk.
- Zaraz się dowiesz - odpowiedział i nie minęło kilka minut, a sowa zastukała w okno. Podszedł, wziął małe zawiniątko i gestem wezwał Draco, aby usiadł obok niego.

„Witaj Ginny. Powiem Ci, że zaskoczyła mnie Twoja wiadomość. Nie mam nic przeciwko, aby Ron się ponownie umówił z Hermioną. My jedynie się przyjaźnimy. Oczywiście, to zostaje między nami, choć proszę, nie stawiaj mnie więcej w takiej sytuacji.
O.W.”

- Nic nie rozumiem, nasłałeś na Granger tego wieprza? - spytał zdziwiony Draco i jeszcze raz zaczął czytać wiadomość.
- No nie, napisałem do Wooda w imieniu Ginny , czy ma coś przeciwko, żeby Ron zaprosił ją na randkę, bo wie, że mają dobry kontakt i spytałem, czy kręci coś z Hermioną - wyjaśnił dumnie.
- Dobrze pomyślane - pochwalił blondyn. - Jednak to nadal nie wyjaśnia, w kim się Granger zakochała - podsumował i upił łyk. Po kilku minutach stwierdzili, że z czasem i tak się tego dowiedzą, a teraz zejdą do salonu i zabawią się w ich starym, dobry stylu.

Minęło kilka dni, które były bardzo aktywne, szczególnie dla kilku uczniów. Jedni poświęcili je na naukę, ponieważ egzaminy końcowe zbliżały się nieubłaganie. Inni natomiast na jeszcze więcej treningów, bo decydująca rozgrywka była sporym wydarzeniem dla każdego z czterech domów. Hermiona nadal walczyła ze swoimi uczuciami i, jak na złość, obiekt jej zainteresowań wydawał się być coraz bardziej interesujący. Mimo że chciała jakoś go unikać, albo chociaż czasem zajmować czymś innym myśli, to wcale nie było takie łatwe, ponieważ wspólne noce w jednym łóżku, nauka czy wspólne obowiązki na to nie pozwalały. Cała wzajemna wrogość już dawno wyparowała, ale małe docinki zostały.
Draco natomiast starał się na wszystkie sposoby dowiedzieć kim jest osoba, o której Gryfonka nie może zapomnieć. Niestety, nie było to takie łatwe. Ten tydzień spędził w większości na powietrzu, ćwicząc ze swoją drużyną nową technikę, potem wracając i ćwicząc jeszcze w swojej nowej siłowni, zrobionej z sypialni Gryfonki. Próbował to pogodzić z nauką do egzaminów, gdyż zależało mu na samych Wybitnych.
Kiedy obudził się rano, jego współlokatorka jeszcze spała. Obrócił się na bok, tak że leżeli teraz twarzami do siebie, jednak, jak zawsze, w odpowiedniej odległości. Nie musiał jednak czekać, bo ona w niedługim czasie otworzyła oczy.
- No to, Granger, kto to jest? - spytał z uśmiechem na ustach, podpierając się na łokciu.
- Merlinie, kiedy Ci się to znudzi? - zapytała ziewając i będąc lekko już znudzona tymi samymi pytaniami. Spojrzała na zegarek i z racji, że była sobota, to mogła poleżeć trochę dłużej, tym bardziej, że prawie całą noc zarwała na naukę.
- Nie ładnie jest odpowiadać pytaniami na zadawane pytania – odparł. - Jesteś najbardziej upartą laską jaką znam.
- A wiesz, że powtarzanie się non stop też jest nieładne? - próbowała zmienić temat.
- Nie rozumiem, czemu robisz z tego taką tajemnicę, choć mam pewną teorię - podburzał ją zalotnie się uśmiechając. Teraz to ona podparła się na łokciu. - Albo on jest brzydki i pryszczaty, i ..
- Ej, dzięki - rzuciła w niego poduszką. - Tak nisko oceniasz mój gust?
- Albo po prostu zakochałaś się w dziewczynie - dokończył i oboje zaczęli się śmiać.
- Tylko ty mogłeś wpaść na coś tak durnego - dodała po chwili i uznała, że może pójdzie się wykąpać, bo inaczej on jej nie da spokoju. Z dłuższego leżenia nici. Kiedy weszła do łazienki usłyszała pukanie. - No przecież jestem tu niecałą minutę - oburzyła się.
- Mam propozycję - krzyknął zza drzwi . - Dzisiaj jest mecz. Jeśli złapię złoty znicz to powiesz mi, kto to jest - powiedział szybko i podekscytowanie, jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Odczekał jeszcze chwilę, ale nadal nic.
– Ok, Granger, wiedziałem, że stchórzysz - odszedł kilka kroków. - Wtedy drzwi łazienki się uchyliły i wyjrzała głowa Hermiony.
- Ja nigdy nie tchórzę - oburzyła się i pogroziła palcem. Wtedy już wiedział, że się zgodzi i standardowo wyszło na jego.
- No więc mamy zakład. Jeśli ja wygram to mówisz mi, w kim to największy kujon Hogwartu się zakochał, a jeśli przegram to zapraszam cię na najlepszą kolację w twoim życiu - podsumował i wyciągnął w jej stronę rękę. Ta lekko przygryzła wargę, po czym uścisnęła ją na znak zgody.
No jak ona mogła się ponownie w coś takiego wpakować. Jednak trudniej jest negocjować z kimś, w kim się jest zakochanym.
- A wiesz co by się stało, jeśli pociągnąłbym cię teraz w swoją stronę? - spytał, kiedy dostrzegł kątem oka, że Gryfonka stoi za drzwiami, okrywając się tylko ręcznikiem.
- Tak, rzuciłabym w ciebie wszystkie zaklęcia, jakie tylko znam - pogroziła i dla pewności zabrała dłoń i zamknęła drzwi. Co prawda od kilku dni myślała o próbie porozmawiania z nim jeszcze raz i powiedzenia o swoich uczuciach, ale za każdym razem w głowie wracały myśli sprzed kilku tygodni, kiedy to Ślizgon mówi, że mogą się jedynie przyjaźnić.
- Granger! - krzyknął jeszcze Draco, będąc zadowolonym z siebie, że wpadł na taką intrygę - Jak mi powiesz kto to, to może ci nawet z nim pomogę.
- Nawet nie wiesz, co mówisz - opowiedziała ciszej i wróciła do kąpieli. Westchnęła głęboko, zastanawiając się, jak ona rozwiąże ten problem, kiedy już dojdzie do tej szczerej konwersacji.
Na obiedzie nie było innego tematu do rozmów, tylko dzisiejszy, wieczorny mecz. Kiedy Gryfonka weszła do Wielkiej Sali, rozejrzała się dookoła. Ten widok nie pomógł jej w stresie, który ją męczył od rana. Na własne życzenie, dodała sama w myślach. Prawie wszyscy mieli namalowane czerwone lub zielone barwy na policzkach, głośno dyskutując o zakładach, które właśnie są zbierane. Starannie omijała wszystkie osoby i usiadła obok swoich przyjaciół.
Mimo tego, że dziś na obiad była jej ulubiona pieczeń w sosie, tylko popatrzyła na nią.
- Co się stało? - spytała Ginny, a wszyscy wokół momentalnie na nią spojrzeli. Wiedziała, że tylko dwójka z nich jest wtajemniczona w sprawę.
- A problemy ze współlokatorem - odparła krótko i, chcą zmienić temat, dodała. - Jak emocje przed meczem? Gotowi?
- Oczywiście! - krzyknęli jednocześnie Seamus i Neville, po czym przybili sobie piątkę.
- Poczekaj chwilę, jak reszta wyjdzie to porozmawiamy - powiedziała cicho Ginny tak, aby reszta nie słyszała, a ona kiwnęła głową.
- Słyszałem, że Ślizgoni mają zupełnie nową taktykę - stwierdził Dean, dokładając sobie kolejną porcję. – Hermiono, nic nie wiesz? Nie słyszałaś?
- Wiesz, że jestem tą osobą, przy której można rozmawiać o taktyce, a ja i tak nie wiem, o co chodzi - zaśmiała się, ukrywając swój prawdziwy stan. – Jedyne co mogłam zrozumieć kiedyś to to, że mają mieć coś od Bułgarów.
- No mi to mówi, że będzie mocna i agresywna gra - skomentował Harry, czując na sobie ogromną presję. Od zawsze od niego wymagali trochę więcej niż od innych, a dodatkowa wygrana z niegdysiejszym wrogiem dodatkowo zagrzewała do mobilizacji i ostatecznego udowodnienia, że Gryffindor to jednak klasa.
- Już raz ich ograliśmy i teraz zrobimy to ponownie - mówił Ron. - A szczególnie Zabiniego - po tych słowach jego siostra posłała mu gniewne spojrzenie, a on wtedy postanowił odpuścić. - Ok, ale pamiętaj, że to nasz przeciwnik i masz mu nie dawać forów. A poza tym ja nigdy nie będę z nim kumplem. - dodał Ron i kiedy wypił na jeden raz sok z dyni wyszedł zdenerwowany z Wielkiej Sali. Trudno mu było pogodzić się z tym, że jego siostra chodzi ze Ślizgonem. Od zawsze uważał ich za pewnych siebie dupków, którzy jedyne co potrafią to śmiać się z innych. Harry'emu też nie było łatwo patrzeć na to wszystko, ale on wychodził z założenia, że jeśli ona jest szczęśliwa to z czasem się z tym pogodzi. Jednak nie był to dzień na takie rozmowy i nikt przy stole nie śmiał skomentować tego krótkiego spięcia.
- A o której umawiamy się na świętowanie? - spytała Luna, aby zmienić temat i rozluźnić atmosferę.
- No proponowałbym dwudziestą pierwszą.Rozmawiałem z McGonagall i ona wyjeżdża do Ministerstwa około dwudziestej - skwitował Harry - mamy wyciszyć ściany i nie wychodzić poza salon główny Gryffindoru. Dodała też jeszcze, żeby w żadnym wypadku Seamus nie miał dostępu do wszelakich ogni, kiedy już świętowanie się zacznie.
- Nie mam pojęcia o co jej chodzi - oburzył się Finnigan, a wszyscy się zaczęli śmiać. Kiedy przy stole został tylko Harry i Ginny, wtedy Hermiona opowiedziała im o zakładzie, a oni obiecali, że zrobią co w ich mocy, aby nie dawać mu satysfakcji.

Czas do popołudnia minął niesamowicie szybko. Wybiła godzina meczu – tego ważnego, od którego tyle zależy. Tak jak na przykład zwycięstwo w Pucharze Domów, szczególnie, że dla niektórych uczniów był to już ostatni rok w Hogwarcie. Jednak to nie jedyna przyczyna. Mianowicie rozchodziło się o zakład między Gryfonką a Ślizgonem. Trybuny były zapełnione po brzegi, tłum szalał i próbował przekrzykiwać się wzajemnie. Zawodnicy obu drużyn byli już w powietrzu i czekali, aż profesor Hooch przywita wszystkich zgromadzonych i przypomni, że ma być to czysta i uczciwa gra. Po chwili, kiedy już ustaliła wszystko z drużynami, kiwnęła głową w stronę najmniejszej trybuny, gdzie zasiadali profesorzy i zaproszeni goście.
- Witam wszystkich serdecznie - powitał zawodników i kibiców brat Rona. Został zaproszony jako były zawodnik drużyny, by komentować rozgrywkę. Zasiadł tam, gdzie zazwyczaj można było dojrzeć Lee Jordana, ale tym razem ten miał jakieś pilne sprawy i nie mógł się pojawić. - Upomniano mnie, że mam być bezstronny, ale Ron, jeśli przez ciebie Gryffindor przegra, obiecuję, że co noc będę ci podkładał do łóżka pająki - po tych słowach można było słyszeć salwy śmiechu. Kilka sekund później kafel był już w górze i zaczęła się bitwa o zwycięstwo.
Gryfoni dobrze zaczęli mecz, Seamus zdobył dwie bramki, a taktyka wymyślona przez kapitana okazała się trafna, bo Ślizgoni byli zawsze krok za nimi. Ron, będąc w górze, wziął pałkę i posłał tłuczka w Blaise’a, przez co ten zachwiał się, ale nic mu się nie stało. Pani Hooch zarządziła rzut wolny, który wykonywał kapitan drużyny Slytherinu. Tabela wyników wskazywała 20 : 10. Kolejny gol dla Ślizgonów zdobył Nott, przez co wynik się wyrównał. Kiedy Draco wzleciał wyżej niż zawodnicy, by obserwować z góry ich poczynania, jego wzrok powędrował na trybuny z czerwonymi flagami. Zajęło mu chwilę, zanim ją odnalazł. Zrobił rundkę wokół boiska, by stworzyć pozory, że niby spogląda na grę i rozgląda się za zniczem.
- Nadal myślisz, że wygrasz? - spytał z uśmiechem i pewnością siebie.
- Jak zawsze. Do boju Gryffindor! - krzyknęła i zaczęła wesoło podskakiwać.
- Zobaczymy - odpowiedział i, kiedy odlatywał, puścił jej oko. Był bardzo zdeterminowany, aby to jego drużyna odniosła zwycięstwo. Po kilku chwilach był już z powrotem w górze i dalej obserwował grę. To samo było z Harrym, który widział, że obaj profesjonalnie przygotowali swoje drużyny. Co prawda był zły na Rona, przez to, że zachował się w taki sposób w stosunku do Blaise'a, ale szybko mu przeszło, bo sam chętnie by się jakoś na nim odgryzł. Minęła połowa regulaminowego czasu i tabela wskazywała 60 : 80 dla Slytherinu. Wtedy na środku pojawiło się coś małego, błyszczącego, co od razu skupiło na sobie uwagę dwóch kapitanów. Bez wahania ruszyli za zwinną, małą kuleczką ze skrzydełkami. Tłum, kiedy dostrzegł co się dzieje, zaczął głośniej wiwatować. Również drużyny nie odpuszczały, ponieważ chciały udowodnić, kto się lepiej przygotował. Ginny, mimo tego, że jej chłopak grał w przeciwnej drużynie, nie miała zamiaru mu odpuszczać i kilkukrotnie go kiwała, tarasowała drogę i nawet obroniła kilka jego strzałów, choć nie było to w jej obowiązku. Chciała mu w pewien sposób zaimponować. On nie był na nią zły, jedynie kiwał głową i krzyczał, że odpłaci mu za to w inny sposób. Chciał się z nią podroczyć po to, żeby zdenerwować Rona, by rudzielec nie był w stanie skupić się na grze. Dzięki temu wpadały kolejne punkty dla Ślizgonów. Trybuny z nadzieją wypatrywały dwóch kapitanów, którzy jakiś czas temu zniknęli gdzieś w powietrzu.
- A co jeśli się coś stało z kapitanami? - spytał George Weasley, ale kiedy zobaczył minę dyrektorki to od razu kontynuował. - No nic złego, pewnie usiedli gdzieś na błoniach i popijają na zgodę whiskey, a zawodnicy się tu muszą za nich męczyć... No dobrze, już dobrze, ale pani dyrektor powinna być przyzwyczajona do moich żartów! Chciałem rozluźnić atmosferę i... I proszę państwa! Powrócił złoty znicz i powrócili ścigający, co za emocje! Widać, że dziś nieźle się z nimi bawi, skoro odciągnął ich taki kawał. Znowu nam zniknęli! - krzyknął, kiedy polecieli za wysokie trybuny, jednak nie trwało to tak długo. – O, już widzę złoty znicz, widzę rękę która go trzyma i... Tak, to niestety ręka Malfoy'a. Merlinie, jak mogłeś na to poz... - nie dane mu było dokończyć, bo dyrektorka od razu wyrwała mu mikrofon. Kibice w zielonych barwach nie mogli powstrzymać radości aż tak, że popękało kilka ławek od ich skoków. To było pewne – Puchar Domów otrzymuje Slytherin, wszędzie będą zielone ozdoby, ale to dopiero na zakończeniu roku. Harry podleciał do swojego przeciwnika, aby podać mu rękę i pogratulować. Tak było w dobrym stylu.
- Gratuluję wygranej, Malfoy - powiedział smutno Gryfon. - Tym razem byłeś lepszy.
- Wiesz mi, że nigdy mi tak nie zależało na wygranej jak dziś. Po prostu musiałem i...
- Wiem o zakładzie. Tylko mam prośbę. Jak już się dowiesz, o kogo chodzi to zachowaj się należycie, ona i tak ma już za dużo stresu - poprosił Harry.
- Mam nawet swoją teorię, że może jest jakiś brzydki... - zażartował i wtedy w ich stronę zaczął lecieć Blaise. Gryfon postanowił się wycofać, ale na odchodne dopowiedział, że Malfoy może mieć trochę racji. Nie chciał mieć jednak żadnego kontaktu z nadchodzącym Ślizgonem, więc poleciał do szatni, aby przeprosić drużynę.
- Także wybaczcie, że was zawiodłem - powiedział i usiadł na ławce.
- Nie zawiodłeś.
- Bredzisz.
- Gadasz głupoty. W końcu to tylko mecz, a i tak wszyscy wiedzą, że to na Gryfonów można zawsze liczyć - pocieszali go.
- Mam nadzieję, że nie odwołujesz imprezy? - spytał Seamus, a reszta popatrzyła na niego z wyczekiwaniem.
- Nie, wszystko już gotowe. Myślałem, że będziecie bardziej mną zawiedzeni - dodał, kiedy zobaczył, że drużyna wcale nie jest smutna.
- Zawiedzeni? Stary, rozwaliłeś Voldemorta, więc jak możemy się o coś na ciebie gniewać? - pocieszył go Neville, a reszta pokiwała głowami. - To o dwudziestej wszyscy w salonie.

Na trybunach została tylko jedna osoba. Była to Gryfonka, która chyba po raz pierwszy w życiu nie widziała, co ma robić. Zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiała się z tym zmierzyć. Dlatego, kiedy zobaczyła swoich przyjaciół wychodzących z szatni, podeszła do nich, aby razem z nimi wrócić do zamku. W drodze wszyscy zaczęli wymyślać żarty dotyczące meczu. Jeden z nich brzmiał, że po prostu Harry'emu znudziło się wygrywanie wszystkiego i dał raz poczuć Ślizgonom jak to jest. Kiedy reszta poszła trochę do przodu, dwoje przyjaciół zostało w tyle.
- Będziesz dziś wieczorem u nas? - spytał Harry, choć doskonale wiedział, że jego przyjaciółka nie ma ochoty na zabawę.
- Wiesz, może wpadnę. Nie wiem, kiedy Malfoy zażyczy sobie rozmowy i czy jestem gotowa na to, żeby znowu usłyszeć „zostańmy przyjaciółmi” - wzruszyła ramionami i kroczyła tak, jakby chciała, aby droga się wydłużała.
- Pamiętaj, że ja zawsze jestem dla ciebie, jakby się coś działo to napisz do mnie albo przyjdź. Z resztą myślę, że dzisiaj w lochach też będzie impreza i rozmowa cię ominie - próbował dodać jej otuchy, choć widział, że średnio mu to wychodzi.
- Jak ja mam zacząć? Co powiedzieć? Ostatnie moje wyznanie było od serca i, jak widać, nie podziałało...
- Zazwyczaj to ja radziłem się ciebie i teraz nawet nie wiem co powiedzieć – odpowiedział jej brunet.
- Sama się wpakowałam w ten zakład i im szybciej się z niego wywiążę tym lepiej... A nie wiesz po co McGonagall została wezwana do Ministerstwa? - zmieniła temat, aby choć przez chwilę jej myśli zajęły się innym tematem.
- Podobno chodzi o kilku Śmierciożerców, ale szczegółów mi nie podała – wyjaśnił Potter. - Moim zdaniem Ministerstwo boi się, że ci, których jeszcze nie schwytali, mogą stworzyć konkretną grupę, aby pomścić swojego Pana. Sama mogłaś się przekonać, jak bardzo są  niebezpieczni – wspomniał sytuację, kiedy w zeszłym semestrze z nimi walczyli, a ona wylądowała w skrzydle szpitalnym. - Powiedziałem jej, że gdyby była potrzebna moja pomoc to niech wyślę sowę.
- Ja też chętnie pomogę. Wolę sto razy walczyć ze Śmierciożercami niż iść na tę rozmowę - skomentowała i chyba po raz pierwszy dzisiaj się uśmiechnęła. Po rozstaniu się z przyjaciółmi poszła na siódme piętro. Z jednej strony liczyła, że może jej współlokator pójdzie od razu świętować do lochów, a z drugiej chciała mieć to już za sobą. Gdy weszła do dormitorium, on właśnie wychodził z łazienki, owinięty ręcznikiem w pasie z mokrymi włosami. Do tego ten zapach jego żelu roznoszący się po całym salonie. Hmm, to jednak nie będzie łatwe zadanie.
- Ooo, Granger, dobrze, że jesteś. Tak, tak, gratulujesz mi, jesteś pełna podziwu i tak dalej, ale z racji, że mamy napięty grafik to już ci mówię, jaki jest plan wieczoru. O dwudziestej mam imprezę w lochach, czyli do niej jest jakieś półtorej godziny. Ja muszę na chwilę teraz zniknąć, ale jak wrócę to ustaw w salonie kilka tych swoich słoików z płomykami. O dziewiętnastej siadamy, ty mi mówisz kim jest twój wybranek, a potem ja idę świętować - mówił szybko przechodząc między salonem a sypialnią, aby się ubrać. Zupełnie nie czekał na jakąś jej reakcję czy odpowiedź. Kiedy oznajmił wszystko, co miał do zakomunikowania, poprawił lekko koszulę i jednym pstryknięciem teleportował się w tylko jemu znajome miejsce. Hermiona jeszcze chwilę stała w miejscu, zastanawiając się co wymyślił. Po chwili wzruszyła ramionami i kilkoma ruchami różdżki wyczarowała małe słoiczki. Porozstawiała je tak, aby oświetliły całe pomieszczenie. Miała jeszcze chwilę, więc usiadła na kanapie wpatrując się w kominek i układając w głowie to, co ma mu powiedzieć. Kiedy zegar wybił dziewiętnastą usłyszała charakterystyczny dźwięk i obok niej pojawił się Ślizgon. Ustawił na stole srebrną tacę, a do Gryfonki doleciał zapach.
- Tylko mi nie mów, że to są..
- Tak, to są - przerwał jej i zdjął górną część srebrnej zastawy. W środku były dwa talerze, na których znajdowały się naleśniki w sosie cytrynowym. Te same, na które kiedyś go zabrała.
- Ale przecież to ty wygrałeś, a kolacja miała być jak ja wygram - dziwiła się.
- Granger, ja ci powiedziałem, że zabiorę cię na najlepszą kolacje w twoim życiu i wierz mi, wyglądałaby ona zupełnie inaczej - powiedział i widząc, że nadal ma zaskoczoną minę dodał - po prostu wiem, że ciężko zdradzić ci ten sekret, więc uznałem, że ja też dam coś od siebie, żeby ta rozmowa lepiej szła.
- To mnie zaskoczyłeś, ale jak tam trafiłeś? Jak zapłaciłeś? - dopytywała dalej, kiedy on zaczął rozkładać porcję dla niej i dla siebie. Wstał jeszcze po wino do swojego barku i rozlał na dwa kieliszki.
- Niech to zostanie tajemnicą. Poza tym nie mamy za dużo czasu, a ty jak się rozgadasz, to trudno cię wyhamować. Tak sobie jeszcze pomyślałem, że może... - wtedy przez okno wleciał Patronus w kształcie kota. Podleciał nad dwójkę prefektów naczelnych i zaczął przemawiać głosem profesor McGonagall:
Panna Granger i Pan Potter są wzywani do Ministerstwa na posiedzenie w sprawie ucieczki dwóch Śmierciożerców z Azkabanu. Proszę zabrać ze sobą różdżki, gdyż może dojść do konfrontacji. Proszę zachować to w miarę możliwości w tajemnicy.
Wtedy kot się rozpłynął, a Gryfonka wstała, pobiegła do swojej szuflady i do małej torebki włożyła kilka fiolek z kolorowymi płynami. Zgarnęła różdżkę, a do dormitorium wpadł Wybraniec.
- Wiadomo kto uciekł? - spytał Malfoy, gwałtownie podnosząc się z podłogi. Przestraszył się, że może chodzić o jego ojca.
- Nie - odparł szybko Harry. - Gotowa? – w odpowiedzi na pytanie Harry’ego, Hermiona kiwnęła głową. - Dziwne, że wysłała Patronusa, zamiast sowy. To musi być coś naprawdę ważnego.
- Idę z wami - stwierdził Draco.
- Co?! - krzyknęli obydwoje na raz.
- No idę, lepiej będę znał ich zagrania, a poza tym, jak ostatnio Granger z tobą poszła to nie była bezpieczna, a ja wolę tego dopilnować, bo...
- Nie będę za nią obowiązków wypełniał - dokończyli ponownie Gryfoni jednym głosem.
- A poza tym to mi się spieszy do rozmowy z Granger, więc zależy mi, aby szybko zeszło - wyjaśnił i wyciągnął rękę, a oni popatrzyli na siebie i w sumie przystali na zabranie go. Wiedzieli, że nie odpuści.
 Kilka sekund później pojawili się w jednym z pomieszczeń w Ministerstwie. Wylądowali na głównym holu. Była późna godzina, więc nie spodziewali się tutaj dużej ilości osób, ale było zdecydowanie za cicho. Poszli więc w stronę sali, w której zazwyczaj odbywają się wszystkie rozmowy organizacyjne.  W pewnej chwili zza ściany rozległ się huk. Podeszli bliżej, ale na tyle bezpiecznie, żeby spokojnie ocenić sytuację. Gryfonka wychyliła się i dojrzała przez uchylone drzwi, że dyrektorka i Minister Magii siedzą pod ścianą związani linią, kilku czarodziei, których ona znała tylko z widzenia, leżało teraz wystraszonych i pilnowanych przez postać w czarnym kapturze, a ostatnim, co udało jej się dostrzec, była jeszcze jedna postać podobnie ubraną do poprzedniej, która chodziła dookoła i w ręku obracała różdżkę. Niestety nie dane jej było słyszeć co mówią. Wróciła do chłopaków i szeptem przekazała to, co widziała. W krótkiej chwili ustalili plan działania. Dwójka Gryfonów wpadła do pomieszczenia i oboje krzyknęli Drętwota. Z racji, że Śmierciożercy nie spodziewali się dodatkowych gości to natychmiast padli nieruchomo na ziemię. Draco miał się zająć zabraniem im różdżek i skrępowaniem. Potem Gryfonka zaczęła uwalniać związanych.
- W samą porę panno Granger, w samą porę - mówiła wdzięcznie dyrektorka. - A co tu robi pan Malfoy?
- On po prostu był przy tym, jak otrzymaliśmy Patronusa i uznaliśmy, że dodatkowa różdżka zawsze się przyda.
- Natychmiast wysyłam sowę do Azkabanu, bez rozprawy trafią tam za atak na Ministerstwo - dodał Kingsley Shacklebolt, kiedy jego ręce zostały uwolnione. - Ale zaraz mamy tu dwóch, a jak dobrze kojarzę to zaatakowało nas trzech i…
Wtedy bardzo szybko zadziało się coś, co zostało odebrane przez uczestników za wydarzenie w zwolnionym tempie. Z korytarza niespodziewanie wbiegła kolejna zakapturzona postać i na ślepo rzuciła zaklęcie Sectumsempra. Powodowało ono wiele ran ciętych na skórze. Harry momentalnie go unieszkodliwił, jednak kilka sekund za późno. Prawdopodobnie jeden ze Śmierciożerców rozpoznał syna Lucjusza i chciał mu dać nauczkę za to, że przeszedł na drugą stroną. Zaklęcie leciało prosto w stronę Draco, jednak Hermiona mu przeszkodziła.  Upadła na zimną podłogę upuszczając wszystko, co trzymała. Ból był silny i rozrywający.
- Granger?! Coś ty zrobiła, czemu mnie zasłoniłaś? – krzyczał blondyn, rzucając się, by podtrzymać jej głowę, gdy reszta wzywała magomedyków. - Pośpieszcie ich!
- Malfoy, ja... ja mu-muszę ci coś powiedzieć - próbowała mówić, choć sprawiało jej to ból. - Bo ta osoba... W której się zakochałam to…
- Cicho, nie mów nic, nie teraz - mówił i swoją koszulą starał się zatamować krwawiące rany. Pomagał mu Harry, który również poświęcił część swoich ubrań.
- Ja… Nie wiem, czy będę miała okazję..
- Co ty bredzisz! Oczywiście, że będziesz miała - przerywał jej i wypatrywał, czy z korytarza nie widać już magomedyków.
- Malfoy - ścisnęła mu rękę, a ten spojrzał na nią. - To w tobie się zakochałam - wyznała i chciała zabrać rękę.
- Ale sobie Granger moment wybrałaś - zaśmiał się, ale po chwili dotarły do niego jego słowa.
– Czekaj! Co? - krzyknął, ale ona czuła, że powoli odpływa i najpierw zniknął dźwięk, a potem i obraz. Zemdlała.


*Witajcie! Dziękuję, że tu jesteś :D Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza :D I zdrowych świąt! :D 

czwartek, 2 kwietnia 2020

Rozdział 39

Na małej karteczce znajdowała się następująca treść:
„Granger, mam nadzieję, że śpisz, a przynajmniej jesteś już w łóżku. 
Draco Malfoy -
Obiekt Twoich westchnień o męskim wyglądzie”

Hermiona bez wahania postanowiła odpisać. Pobiegła po swoje pióro, zabrała ze sobą koc i usiadła na kanapie.

„Czyli jednak się o mnie martwisz. A co jeśli postanowiłam zrobić imprezę?
Hermiona Granger –
Obiekt Twoich westchnień o damskiej inteligencji”

Zwinęła papier w mały rulonik, podała sowie i znowu wróciła do salonu.
- Ciekawe, czy Draco też się tak uśmiecha, gdy pisze do ciebie – podsumował Blaise popijając sok z dyni. Obserwował z boku całą sytuację i miał z tego niezły ubaw.
- Wcale się nie uśmiechałam. Po prostu śmieszy mnie fakt, że za każdym razem, podpisując się pod wiadomościami do mnie, uważa się za obiekt moich westchnień.
- A nie jest tak? - zażartował szturchając ją w ramię.
- No jasne, że nie. U mnie liczy się, aby miał coś w głowie. Dobrze, idę spać, bo jestem trochę zmęczona - uciekła szybko i na odchodne rzuciła dobranoc. Wchodząc do sypialni zostawiła uchylone drzwi. Dawno nie spała już w swoim łóżku i musiała przyznać, że czuła się trochę nieswojo. Kiedy się położyła dostrzegła na stoliku dwie małe fiolki. No tak, eliksir Słodkiego Snu i na uspokojenie. Czym prędzej je opróżniła i modliła się w duchu, aby ta noc była spokojna. Zorientowała się, że w porównaniu do łóżka Draco, to jej jest rzeczywiście mniej wygodne. Prawdopodobnie, znając jego chęć do posiadania wszystkiego co najlepsze, musiał je wymienić. Długo nie mogła się wygodnie ułożyć. Straciła poczucie czasu, ale przez specjalnie uchylone drzwi słyszała, że Blaise też jeszcze nie  śpi. Nagle rozległ się charakterystyczny dźwięk teleportacji, a to oznaczało jedno.
- Granger już śpi? Coś się działo? - cichy głos doszedł do jej sypialni. Podniosła lekko głowę, aby lepiej słyszeć rozmowę.
- Położyła się jakiś czas temu. Gdzie ty idziesz? Jest u siebie – wskazał mu Blaise, kiedy Draco chciał zajrzeć do swojej sypialni. Słysząc to, Hermiona szybko się położyła i zamknęła oczy. Kroki rozlegały się coraz bliżej. Wiedziała, że tu zajrzy, jednak gdy już tak zrobił, podszedł tylko do jej łóżka, zgarnął puste fiolki i wyszedł, zostawiając drzwi tak, jak były.
- Nie, było spokojnie, zrobiliśmy zaległe referaty, poszliśmy na patrol, a teraz śpi. Co prawda ożywiła się lekko, kiedy dostała wiadomość od ciebie, ale chyba jej przeszło – podsumował ciemnowłosy Ślizgon. - A co się działo u ciebie?
- Mówię ci, same nudy, była kolacja i przemowy. Ministerstwo przyznało nam kilka nagród, po czym kazało się jednoczyć, bo jeszcze kilku Śmierciożerców jest na wolności i liczy, że po zakończeniu roku przybędzie im kilku nowych aurorów. Posiedziałem trochę z Potterem, któremu też się nudziło i chyba nawet McGonagall liczyła na lepszą organizację, więc kiedy minęła pierwsza w nocy to uznała, że czas się zbierać - opowiadał i jednocześnie rozbierał się ze swojej szaty wyjściowej. - Nawet żadnego alkoholu nie było, a co dopiero mówić o Ognistej.
 - A nie było tam kogoś, z kim można by się zapoznać? - zapytał ostentacyjnie Blaise.
- No było, wszystkie w mniej więcej wieku McGonagall – odpowiedział mu blondwłosy. - A to ty już szukasz kogoś innego niż młoda Weasley?
- Ty, słuchaj właśnie. Jak cię nie było to Hermiona dostała sowę, że jutro Ginny wraca i, że chce z nią porozmawiać - mówił podekscytowany Zabini. - Liczę, że Potter się odwali. Nawet poradziłem Hermionie, żeby się za niego brała - wtedy ja będę miał wolne pole do popisu.
- I co ona na to? Potter nie pasuje do Granger, on jest za spokojny - podsumował Draco niby od niechcenia.
- A to kto pasuje? Może Nott? Ona chyba nie jest mu obojętna, chłopak ciągle o niej gada - ciągnął dalej Ślizgon.
- No już lepiej, ale on nie jest stały w uczuciach, a Granger jest wrażliwa.
- To ty się na nią weź - wzruszył ramionami Blaise.
- Ja i Granger? Merlinie, nie pozwól na to, my byśmy się pozabijali, ona marudzi, wierci się, jest denerwująca i...
- I dlatego pozwalasz jej spać w swoim łóżku? - przerwał mu.
- Zabini, wiesz co , idź do siebie, bo widać, że jesteś śpiący i bredzisz - skwitował krótko Prefekt i wszedł do łazienki, nie czekając na żadną reakcję przyjaciela. Był zmęczony i jedyne o czym marzył to swoje łóżko. Sprawdził jeszcze, czy jego współlokatorka śpi i poszedł do siebie. Zostawił otwarte drzwi, aby móc usłyszeć, jakby się coś działo.
Gryfonka jednak nie spała, jedynie udawała za każdym razem, kiedy słyszała, że ktoś się zbliża.  Długo nie mogła usnąć, aż zegar wybił godzinę trzecią. Tydzień spania przy Ślizgonie dał jej spokojny sen i teraz, kiedy miała wrócić do dawnych przyzwyczajeń, było jej trudno. Wzięła kołdrę i ruszyła do miejsca swojej oazy. Powolnym i cichym krokiem wsunęła się na łóżko. Udało jej się zrobić to tak, aby go nie obudzić. Po niedługim czasie i ona odleciała w ramiona Morfeusza.

Pierwsze promienie słońca wpadły do sypialni dormitorium na siódmym piętrze. Mimo dnia wolnego nie pozwoliły one pospać dłużej. Był niedzielny poranek. Draco przebudził się jako pierwszy. Było mu bardzo gorąco, choć źródłem ciepła nie była wcale pogoda. Czuł ciężar na klatce. Podniósł głowę i jedyne, co mógł zauważyć to głowę pełną brązowych loków. Odgarnął je lekko ze swojej twarzy i zaczął zastanawiać się, jakim cudem Gryfonka znalazła się w jego sypialni. Ostatnim, co pamiętał, był fakt, że jak się kładł to Hermiona spała u siebie. Wysunął się powoli spod kołdry, aby jej nie obudzić. Zabrał ubrania i poszedł do łazienki. Nie dawało mu spokoju to, czy miała jakiś koszmar i się bała. Poczuł się ważny, bo jeśli tak było, to znaczy, że przy nim czuje się bezpiecznie. Nie wiedział dlaczego, ale zależało mu na tym. Uzależnił się od jej obecności, jednak nie chciał się do tego przyznawać.
Wpadł na pewien pomysł. Napisał kilka słów na pergaminie, machnął kilka razy różdżką i wyszedł na śniadanie. Niedziela była dniem całkowicie wolnym od zajęć, dlatego na śniadaniu nie trzeba było pojawiać się punktualnie. Idąc korytarzem nie wiedział, czy to, co postanowił, jest na pewno odpowiednie i czy nie odbierze tego zbyt prowokacyjnie.

Mimo że późno zasnęła, była wyspana. Przeciągnęła się i rozejrzała dookoła. No tak, jest w sypialni swojego współlokatora. Dopiero teraz dostrzegła, że Draco już nie ma. Bała się, że jest może na nią zły, że się tak wprosiła. Wiedziała jednak, że gdyby została u siebie, to byłaby to bezsenna noc, a tego nie chciała. Dziś wraca jej przyjaciółka, więc potrzebowała wszystkich sił. Przeciągnęła się, wyjrzała przez okno i poszła wziąć orzeźwiający prysznic. Kiedy przechodziła  do swojego pokoju, dostrzegła małą kartkę leżącą na stole w salonie. Nie zwlekając, zaczęła czytać.
"Granger, no nie spodziewałem się Ciebie w moim łóżku, ale rozumiem, że mój urok osobisty działa na Ciebie jak magnes. Jeśli się boisz spać sama, to dobrze, możesz gościć w mojej sypialni. Mam jednak jeden, specjalny warunek - bierzesz swoją kołdrę, bo ciągle moją ze mnie ściągasz. I nie rób takiej oburzonej miny. Skoro już to mamy ustalone, to zrobiłem mały remont u ciebie. 
Twój obiekt westchnień. 
M.
P.S Jak ty sobie poradzisz beze mnie za dwa miesiące, kiedy szkoła się skończy?
P.P.S I myślałem, że jesteś bardziej odważna.”
Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała. Tak łatwo zgodził się na wspólne noce. Było jej to na rękę, bo koszmary nie chciały odpuścić, jednak obok chłopaka znikały. Z tym „obiektem westchnień” miał rację, ale przecież nie mogła się do tego przyznać. Remont? Poszła czym prędzej do swojej sypialni i doznała małego szoku. Po łóżku, szafie i małym stoliku nie było już śladu. W ich miejsce stanęło kilka sprzętów do ćwiczeń. Stała jak wryta. A co jeśli się pokłócą? Gdzie ona będzie spała? Nie chciała zaprzątać sobie tym głowy. Miała teraz inny problem. Nie miała szafy, a co za tym idzie, ubrań. Trzymając kartkę w ręce, przeczytała ją jeszcze raz, czy może nie przeoczyła informacji na ten temat. Niestety.
Poszła więc ponownie do swojej nowej sypialni, aby pościelić łóżko. Dopiero teraz zobaczyła, że zguba się znalazła. Stała obok jego komody. Widocznie rano była zbyt zaspana, żeby zauważyć zmianę. Wzruszyła ramionami, zabrała potrzebne rzeczy i poszła do łazienki zastanawiając się, jak ona to wszystko wytłumaczy swoim przyjaciołom. Oraz wyklaruje to, że między nią a Ślizgonem nic nie ma i nie będzie. Kilka chwil później siedziała już w Wielkiej Sali, jedząc spóźnione śniadanie.
- Dzisiaj wraca Ginny. Tak bardzo się za nią stęskniłem - zaczął Harry przegryzając tost. - Przez miesiąc dostałem tylko jeden list, z którego się dowiedziałam, że musi sobie wszystko poukładać i jak wróci to zadecyduje, z kim chce być.
- Ja też nie miałam z nią prawie żadnego kontaktu, ale rozumiem, stanęła przed sporym dylematem swojego partnera i chciała się upewnić, za kim zatęskni najbardziej - odpowiedziała mu Hermiona, dokładając sobie jajecznicy. – Ogólnie, jak siedzimy tu sami, to chcę z tobą porozmawiać. Po prostu muszę, bo nie wiem, co mam robić – dodała, rozglądając się, czy na pewno nikt ich nie usłyszy.
Następnie przyznała się do tego, że się zakochała, cofnęła czas i dlaczego to zrobiła. Opowiedziała mu, że koszmary znikają wtedy, kiedy Draco jest obok, że śpi teraz w jego łóżku i o dzisiejszym poranku.
- Jesteś pierwszą osobą, której to mówię i chyba jedyną, której mam zamiar powiedzieć – po jej słowach zapadła chwilowa cisza.
- Hermiona, domyślałem się, że chyba możesz coś do niego czuć, w końcu od kilku tygodni przestałaś mówić o nim dupek, skarżyć się na niego i za każdym razem, jak gdzieś szedł, to zerkałaś na niego. Ale nie bój się - dodał, kiedy zobaczył jej wystraszona minę. - Myślę, że tylko ja to dostrzegłem. Trudno mi coś poradzić, bo jak widzisz sam nie mogę ułożyć sobie życia i utrzymać przy sobie kobiety, którą kocham... Co do Malfoy'a to widać, że się zmienił i chyba zaczął cię też trochę lubić. Jednak skoro uznał, że możecie się tylko przyjaźnić, to obawiam się, że po zakończeniu szkoły, kiedy przestaniecie dzielić wspólne dormitorium, możesz za nim tęsknić i przez to cierpieć. – Podsumował Harry. – W dodatku, jak byliśmy w Ministerstwie, wspomniał, że jesteś uparta i upierdliwa, ale nie umie jakoś ci odmawiać po tym, jak uratowałaś jego matkę.
- Czyli on się zmusza do tej przyjaźni ze mną? To tylko forma podziękowania? - spytała smutno i odsunęła talerz. Straciła nagle apetyt.
- Nie wydaje mi się, moim zdaniem tak pół na pół. To w końcu Malfoy i ma swoje zasady, a nie sądzę, że gdyby była to tylko i wyłącznie forma podziękowania to pozwoliłby ci spać w swoim łóżku. - Pocieszył ją i dokończył posiłek. Wtedy do Wielkiej Sali wbiegła Ginny, podbiegła od razu do swoich przyjaciół i przytuliła najpierw Harry'ego, który z tej radości okręcił ją w powietrzu kilkukrotnie. Później przywitała się ze swoją przyjaciółką.
- Ale się stęskniłam, jestem bardzo głodna - Powiedziała w końcu, kiedy usiadła przy stole Gryffindoru. - Harry, chciałabym najpierw porozmawiać z Mioną, dla mnie to bardzo ważne – poprosiła. - Spotkajmy się po obiedzie na błoniach.
- No dobrze, ja i tak miałem z Ronem wybrać się to Hogsmeade - odpowiedział i, zanim wyszedł, ucałował ją w czoło. Kiedy zniknął im z oczu, a na stole pojawiła się dodatkowa porcja jedzenia, dwie Gryfonki zaczęły rozmowę.

W tym samym czasie w lochach młodzi Ślizgoni rozprawiali na temat meczu Quidditcha, który za dwa tygodnie miał się ponownie odbyć z Gryffindorem. Pierwszy termin był przewidziany na marzec, jednak z racji wyjazdów niektórych uczniów, kolejnych misji celem schwytania Śmierciożerców i wznowienia treningów musiał on zostać przełożony. W dodatku pole, na którym rozgrywał się zawsze mecz, potrzebowało również remontu, gdyż podczas wiosennej burzy zostały uszkodzone trybuny.
- No więc to jest moja nowa taktyka. Dokładnie taką zastosowali Bułgarzy podczas mistrzostw rozgrywanych trzy lata temu, dodałem też coś od siebie. Jeśli wygramy to mamy szansę na pierwsze miejsce i wygranie Pucharu Domów - powiedział Draco do swoich przyjaciół, którzy siedzieli w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Rozkładał na stole rozrysowane pole i kilka kropek połączonych ze sobą.
- No a co ze składem? - dopytał Blaise, ale widać było, że myślami jest gdzieś indziej. To samo było z Theodore'm. Patrzyli czasem na siebie i tylko przytakiwali.
- Co się z wami dzieje? Mówiłem już, że skład się nie zmienia - oburzył się kapitan i upił łyk Ognistej, bo wiedział, że inaczej nie wytrzyma.
- Tobie jest łatwo, bo lata za tobą gromada Ślizgonek i gdybyś tylko skinął palcem to miałbyś każdą - bronił się czarnoskóry chłopak.
- Dobra, ciebie jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo ty masz już kilka miesięcy fazę na Wiewiórę, ale ty, Nott? Ty też się zakochałeś?
- Przecież oboje wiecie - wzruszył ramionami. - Hermiona.
- Granger? Nie mówisz poważnie. Wy ze sobą w ogóle gadacie? – dopytywał Draco, choć doskonale znał prawdę. Zrobiło mu się dziwnie, ale postanowił pociągnąć temat dalej. - Co zamierzasz?
- Gadamy czasem na korytarzu, na razie chcę ją zaprosić na spacer. W sumie zaraz wyślę sowę i jeszcze dziś się z nią spotkam, tak sam na sam - podekscytował się Nott i poleciał do swojej sypialni po pergamin i pióro. Chwilę później był już z powrotem.
- A co ty w ogóle o niej wiesz? Chyba nie powiesz mi, że zakochałeś się po tym, jak cię obroniła w Ministerstwie na rozprawie – zaśmiał się blondyn i wziął kolejny łyk.
- Sporo wiem, lubi się uczyć, jej ulubiony kolor to czerwony, jest uczynna, boi się nietoperzy- wymieniał z dumą Theodore. - A jak z nią rozmawiam to przynajmniej mam o czym, a nie tylko jak nasze Ślizgonki o urodzie i chłopakach.
- Gówno wiesz, Nott - oburzył się Draco. - Wiedziałeś, że w święta musi mieć ozdobiony cały dom, że jak się śmieje, to tylko w jednym z policzków robi jej się dołek, że ma uczulenie na orzechy? Że jej ulubione danie to naleśniki z sosem cytrynowym, że często gada przez sen, a widziałeś ją kiedyś po nocy zarwanej przez naukę? Że potrafi siedzieć długi czas przed kominkiem i się po prostu w niego wpatrywać? Że często śpiewa pod prysznicem i nie zaśnie, jak w pokoju nie pali się chociaż jeden słoik z płomykiem w środku? - nie wiedział czemu tak zareagował, to po prostu był impuls. Przechylił szklankę z ognistym płynem w środku, poinformował, że wieczorem odbywa się obowiązkowy trening i wyszedł. Musiał ochłonąć i pomyśleć o tym, co się z nim dzieje.

Nastało południe. Hermiona bardzo stęskniła się za Ginny, w końcu była ona jedyną dziewczyną wśród jej grona przyjaciół, z którą mogła porozmawiać o wszystkim i niczym. Obie mówiły sobie o swoich problemach, dylematach czy zauroczeniach. I tak było tym razem. Gryfonki spędziły czas razem od śniadania do południa i wszystko było później jasne.
- Jesteś pewna swojej decyzji? - spytała już ostatecznie kasztanowłosa.
- Tak, miałam cały miesiąc na przemyślenie jej i to za nim tęskniłam najbardziej. Zastanawiałam się, czy wokół niego nie kręcą się inne, czy o mnie myśli… - Rozmarzyła się. - Pójdę chyba i od razu załatwię tę sprawę. Mam nadzieję, że do obiadu zdążę, bo czekają mnie dwie trudne konwersacje - dodała i opuściła Wielką Salę. Odwróciła się na chwilę i zobaczyła wsparcie w postaci podniesionych kciuków.
Hermiona posiedziała jeszcze chwilę i dostrzegła, że w jej stronę leci sowa. Była pewna, że to wiadomość od jej współlokatora. Niestety, pomyliła się.
„Hermiono, chciałem Cię zaprosić na spacer. Spotkajmy się o godzinie czternastej na błoniach.
Theordore Nott.”
Zaskoczyła ją ta wiadomość, bo nie wiedziała, jak ma ją odebrać. Jak randkę czy może zwykłe przyjacielskie spotkanie? Co prawda ich relacja poszła do przodu, zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać i to nawet na tematy pozaszkolne. Ciekawiły ją jego intencje, dlatego się zgodziła.
Idąc na spotkanie, miała mieszane uczucia, ale musiała przyznać, że im bliżej go poznawała, tym bardziej widziała, że dużo ich łączy.
Minęło kilka dni, które były dość aktywne. Gryfonka dzieliła swój czas między zajęcia, naukę ze swoim współlokatorem lub z przyjaciółmi i małe spotkania z pewnym Ślizgonem. Koszmary zupełnie odpuściły, a wspólne noce w jednej sypialni były już czymś normalnym. Draco natomiast czuł się dziwnie. Coraz więcej czasu spędzał w samotności, bo jego najbliżsi przyjaciele poświęcali czas płci przeciwnej. Od kiedy Ginny postanowiła dać szansę Blaise'owi, widywał go tylko na treningach. Tak samo było z Nottem, który wszędzie chodził za Gryfonką. Draco w sumie miał ją tylko wieczorami podczas wspólnej nauki i w nocy, kiedy spała obok niego. Denerwowała go ta sytuacja, nie wiedział, gdzie podziała się jego słynna obojętność i dlaczego mu to tak aż bardzo przeszkadza.

Z tą myślą wszedł do dormitorium na siódmym piętrze i dostrzegł swoją współlokatorkę, która stała przy dużym lustrze i poprawiała włosy. W pierwszej chwili go nie usłyszała, więc rozsiadł się na kanapie, nalewając sobie pół szklanki Ognistej.
- Wybierasz się gdzieś? - spytał niby od niechcenia.
- Tak, jest sobota i idę z Theodore'm do Hogsmeade, ale spokojnie, wrócę na naszą naukę - pocieszyła go i ponownie spojrzała w swoje odbicie.
- A między wami coś jest, Granger? – kontynuował, zaczynając popijać coraz to większe łyki.
- A co, nadal się martwisz? - odpowiedziała i usiadła na jednym z foteli, uśmiechając się do niego.
- O ciebie? O niego bardziej. Bo jeśli macie coś do siebie, to nie wiem, czy wiesz, ale szczerość powinna być na pierwszym miejscu - dolał sobie ponownie drinka, bo poprzednia porcja skończyła się szybciej niż przewidział.
- O niego? Szczerość? Chyba nie powinieneś już więcej pić, bo ci tylko szkodzi - oburzyła się i chciała się podnieść do wyjścia, ale Draco złapał ją za rękę. Nie mocno jednak, bo nie chciał jej zrobić krzywdy. Ona posłusznie stanęła, oczekując tego, co mam jej do powiedzenia. - Spotykasz się  z nim, dajesz mu nadzieję, więc oczywiście powiedziałaś mu, że śpisz ze mną w łóżku? - bardzo zaskoczył ją tym pytaniem.
- Oczywiście, że nie - odparła krótko i wyrwała się z uścisku. Chciała stąd jak najszybciej wyjść.
- Merlinie, Granger, okłamujesz go? Ty - wzór do naśladowania? - dokończył, ale nie był pewny, czy to usłyszała. Opróżnił resztę szklanki i rzucił w kominek, z którego chwilowo buchnął większy ogień. Coraz częściej miał wybuchy złości i postanowił zacząć nad tym panować. Poszedł do siebie, z małej skrzyneczki wyjął eliksir trzeźwiący i, kiedy go wypił, położył się, czekając na wieczorny trening i wpatrując w sufit, na którym nadal widniał napis, który kiedyś zostawiła tu Gryfonka.
Hermiona nie rozumiała zachowania swojego współlokatora, który w ostatnim czasie stał się nerwowy i bardziej złośliwy. Znowu zrobiło jej się przykro, ale musiała przyznać, że miał trochę racji. Nie wiedziała dokąd zmierza jej nowa relacja, ale ta krótka konfrontacja z nim uświadomiła jej, że chcąc zapomnieć o uczuciu jakim darzyła Draco, chce przenieść swoje myśli na kogoś innego. Było jej strasznie trudno, ale w końcu podjęła decyzję i postanowiła, że jeszcze dziś rozwiąże tę sytuację.
Po kolacji na polu Quiddicha odbywał się trening Slytherinu. Trwał on już jakiś czas, a sam kapitan był bardzo zadowolony, bo zawodnicy grali aktywniej, a na tym mu zależało. Kiedy patrzył z góry, jak jego koledzy idealnie wypełniają to, co im rozpisał, jego uwagę przykuł jeden element. Mianowicie Theodore rzucał kaflem z taką siłą, że ,gdyby nie zaklęcie broniące od uderzeń, kilku zawodników mogłoby wylądować w skrzydle szpitalnym. Postanowił wziąć go na krótką rozmowę. Kiedy odlecieli kawałek na bok to od razu postanowił dowiedzieć się, o co chodzi.
- Nott, co się dzieje? Zaraz rozwalisz mi pół zespołu - skwitował krótko Draco i złożył ręce na ramionach. Domyślał się czego, a raczej kogo, dotyczy zachowanie jego przyjaciela, ale koniecznie chciał znać szczegóły.
- Chodzi o Hermionę - zaczął niepewnie drugi chłopak. - Myślałem, że między nami coś będzie, chciałem dać nam szansę, ale dzisiaj mi oznajmiła, że bardzo mnie lubi, ale jedyne co może nas łączyć to przyjaźń. Jak się zapytałem, co zrobiłem źle, to usłyszałem tylko, że ona kocha kogoś innego i nie umie o nim zapomnieć - mówił, a Draco tylko kiwał głową, nie chcąc mu przerywać. - Moim zdaniem chodzi o Pottera, nawet teraz, widzisz? Siedzą razem przy chatce Hagrida - wskazał palcem przed siebie.
- Nie no, Granger kocha innego? - myślał na głos. - No może i o Pottera chodzi. Dobra, skupmy się teraz na dokończeniu treningu, a wieczorem wpadnę do was, taki męski wieczór nam się przyda. Zabiorę kilka Ognistych, bo nie wiem, czy na trzeźwo dam radę znieść fascynację Zabieni’ego Wiewiórą – dodał na odchodne, dołączając się do gry. Theodore podążył za nim.
Godzinę później blondyn szedł na siódme piętro z niepewnością. Zastanawiał  się, czy Gryfonka jest na niego obrażona, przez to, co powiedział jej popołudniu. Stał chwilę pod drzwiami, ale zanim wszedł, ściągnął górną część stroju. Z jednej strony było mu gorąco, a z drugiej wiedział, że Hermiona zawsze patrzyła na niego, kiedy chodził w samych spodniach, więc może to ją lekko rozkojarzy i łatwiej mu pójdzie. Wziął głęboki wdech i nacisnął na klamkę. Siedziała na kanapie i czytała książkę. Podszedł do barku, nalał sobie szklankę soku i usiadł obok niej. Nie odzywając się nic, wyciągnął rękę. Ona tylko popatrzyła i z powrotem
wróciła do lektury.
- No Granger, nie mów, że jesteś obrażona?  - spytał i usiał obok niej, szturchając ją w ramię. - Dobra, może lekko przegiąłem, ale to przez Whisky.
- To może czas ją odstawić – odpowiedziała, ponownie na chwilę odrywając się od książki.
- Pomyślę, a skoro mamy zgodę to...
- Tak, ale jak mnie przeprosisz - przerwała mu. - No nie patrz tak, chciałeś mnie przeprosić, a jeszcze tego nie zrobiłeś. Aaaaa, bo stwierdzenie: "No Granger, nie mów, że jesteś obrażona?"  to niby to? – dodała, wskazując palcem w jedną i w drugą stronę.
-Merlinie, dopomóż - wzniósł ręce ku górze. - Ok, dopięłaś swego. Przepraszam - powiedział szybko i nie czekając na jej reakcję mówił dalej. -  A skoro już jest zgoda to chcę ci przekazać, że dziś uczysz się sama, bo ja muszę iść pocieszać mojego przyjaciela. - Gryfonka wiedziała, że na dłuższe przeprosiny nie ma co liczyć. W końcu słowa, które wtedy wypowiedział były po części prawdą, więc wzruszyła tylko ramionami i postanowiła rozmawiać już z nim normalnie.
- Pocieszyć? Dobra, ale jak wrócisz pijany to śpisz na kanapie - pogroziła palcem. – I może idź się umyj, taka dobra rada.
- Granger, on chyba serio coś do ciebie miał, ale wybrałaś Pottera - podsumował i poszedł do łazienki.
Jak to Pottera? Skąd w ogóle wyciągnęli takie wnioski? No fakt, często widywali ich razem, mają ze sobą dużo wspólnego i może widzieli, jak kilka razy się przytulają, jednak to wszystko. Przecież jej uczucia są oddane Ślizgonowi, ale to nadal musiało zostać tajemnicą.
Po godzinie, kiedy wyszedł z łazienki, zastał ją w takim stanie, w jakim zostawił, czyli siedzącą nad książkami i tworzącą notatki.
- Dobra, ja idę - stwierdził i podszedł do barku, aby zabrać kilka butelek. Kiedy pakował je do niewielkiej torby uznał, że też da jej reprymendę. - Bądź grzeczna i żadnych mi tu randek z Potterem.
- A co, zazdrosny jesteś? - spytała niepewnie, ale on tylko na nią popatrzył i dopiero przy drzwiach odpowiedział.
- Chciałabyś.
Nawet nie wiedział, jak bardzo to stwierdzenie było prawdziwe.
Draco wyszedł z dormitorium w dobrym humorze. Kroczył schodami i rozglądał się, aby nie spotkać żadnego profesora, bo pewnie usłyszałby niemałą reprymendę dotyczącą tego, że powinien dawać przykład i ogólnie picie w tak młodym wieku jest szkodliwe dla zdrowia i jeszcze,że alkohol nie rozwiązują żadnych problemów. Już raz go kiedyś przyłapano, więc teraz starał się być bardziej ostrożny. Usłyszał kroki i przystanął na chwilę chowając alkohol za plecami. Z naprzeciwka dojrzał, że w kierunku siódmego piętra zmierza Harry. Nie omieszkał zostawić nowo otrzymanej informacji bez skomentowania.
- Co tam Potter, mała randka? - spytał i postawił torbę na ziemi.
- Randka? Idę do Hermiony - skwitował krótko, ale stanął, bo widział, że szykuje się chwilę dłuższa konwersacja.
- No już nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Już krążą plotki - skomentował Draco i puknął go delikatnie w ramię. - Granger dała kosza Nottowi. Zrobiła mu nadzieję, bo zakochała się w kimś innym i chciała o nim zapomnieć. No i odkąd Wiewióra poszła do Blaise'a, to ty jesteś wolny i teraz możecie być razem - mówił podekscytowanie Ślizgon.
- Nie, Malfoy - odpowiedział lekceważąco brunet. - To, że się zakochała to prawda, ale nie we mnie – to mówiąc, wszedł stopień wyżej. - A na przyszłość to zmień informatora, bo obawiam się, że ten, którego obecnie masz jest na poziomie Rity Skeeter - teraz to Gryfon klepnął go w ramię i, nie czekając na reakcję Ślizgona, poszedł w zamierzonym kierunku.
Teraz Draco już nic nie rozumiał. Skoro Granger nie zakochała się w Potterze, to w kim? Chyba nie chciała ponownie wrócić do tego rudego wieprza. Nie, to wykluczone. Ona była na to za mądra, aby dać się krzywdzić na nowo. Zostaje więc… Oliver Wood. No jasne. Przecież jak był na stażu, Granger co chwilę do niego biegała, a on do niej. Tymi rewelacjami postanowił czym prędzej podzielić się z kolegami w lochach.

*Witajcie :) Przychodzę do Was z nowym rozdziałem :) Dajcie znać poniżej, swoje uwagi czy prośby :) To zawsze motywacja <3